marznąca Floryda

W tym roku na Florydzie odnotowano rekord zimna (-2*C było tutaj ponad 60 lat temu) o tej porze Grudnia.
Mroziło nas po 6 godzin na dobę, przez trzy kolejne noce.
Nawet najstarsi Indianie nie pamiętają takich chłodów. Niechybnie to autochtoni z plemienia Timucua, rozbili u mnie na ogrodzie swe obozowisko.

… być może trochę dziwnie to wyglada, ale jest to jeden z niezłych, “domowych” sposobów, na ochronę przed zmarznięciem roślin które “boją się mrozu”. Osłoniłem w ten sposób, moje Avocado i Kumquat. Bananowiec i Papaja “zmarniały” już przy temperaturze +1*C


Obserwowałem opatulony, te zmagania roślin z mrozem, ogrzewając się w tym czasie, przygotowywanym już na Święta bigosem.

W mojej domowej kuchni, ruch jednak jeszcze niewielki, choć niektóre tradycyjne potrawy (śledzie, bigos, pierogi) już znajdują się gotowe w mej lodówce.
Wigilijna ryba jeszcze jednak, sobie pływa gdzieś swobodnie (nie wiem jaką przygotuję w tym roku – trochę czasu na podjęcie decyzji zostało – zależy co się trafi u miejscowych rybaków, choć Terenia w tym roku, domaga się alaskańskiego łososia upieczonego na desce).

Nic specjalnie nowego nie gotuję na przedświąteczne kolacyjki. Generalnie, to co trafi w moje łapki, ze starszych zapasów w zamrażarce i z jakichś pozostałości przy bieżącym przygotowywaniu się do Świąt … został np kawałek pieczonej, wieprzowej łopatki (od sporządzenia bigosu) …

… były także jakieś resztki sosu BBQ, salsy i koktajlowych pomidorków … ingrediencje jak znalazł do przygotowania Carnitas (zrobiłem je jednak na trochę inny, niż tradycyjny sposób).

Święta zbliżają się już wielkimi krokami
… tak więc – 
w świątecznym już nastroju, Was pozdrawiam

zawijanie, rolowanie …

Od czasu Święta Dziękczynienia … czyli rolowania indyka, coś mnie wzięło na zwijanie i rolowanie.
Mieliśmy już dość indyka ale rolowanie jeszcze jakoś we mnie tkwiło.
Dla odmiany TexMex – pomyślałem – znowu się ochłodziło (ach to “globalne ocieplenie”), z zamrażarki wydobyłem duże tortillas, by sobie trochę pozawijać. Przygotowanie buritos akurat do zawijania pasowało.

Burritos amerykańskie nieco się różnią, od ich meksykańskiego pierwowzoru.
Jak meksykańska wieść gminna niesie, Burritos powstały przez przypadek. Pewien meksykański “mobilny restaurator” z okolic El Paso del Norte, w czasach Rewolucji Meksykańskiej, sprzedawał swoje Tacos, przemieszczając całą swą “restaurację” na grzbiecie osiołka. Główne składniki Tacos (mielone mięso, fasola i ryż) by mu za szybko nie wystygły, zawinął w placki Tortillas. Przez przypadek chyba (może miał za długą kolejkę głodnych, rozeźlonych rewolucjonistów) sprzedał im te zawiniątka, które im bardzo zasmakowały. Nazwa “Burritos” pochodzi od z hiszpańskiego “burro” (osioł).
Meksykańskie tradycyjne Burritos są więc nadziane tylko mięsem, fasolą i ryżem i mniejsze od wersji amerykańskiej, która zawiera dodatkowo jeszcze inne składniki (mogą się one różnić) ale głównie to: sałata, ser, posiekane pomidory lub avocado i inne.

W swej wersji postanowiłem pozwijać: mielone wołowe mięso (odpowiednio przygotowane z wieloma przyprawami), oczywiście fasolowe purée, starty dość grubo Cheddar, rozdrobnione liście sałaty, i świeżo przygotowaną pomidorową salsę.

Na stole wylądowały burritos Chef Paul’s które, dodatkowo posypałem z wierzchu startym serm (nieco mi zostało) i polałem resztą salsy (również zrobiłem trochę więcej). Ponieważ wg Tereni, salsa była dla niej lekko za pikantna, dołożyłem ukwaszonej kremówki.

Rolowania jednak dość nie miałem. Miałem za to piękny kawałek górnej zrazowej. Można z takiego kawałka, zrobić wspaniałą pieczeń z czosneczkiem i marynowanym zielonym pieprzem … ale ja nie … rolować mi się chciało.
No i pierwsza przeszkoda … zabrakło w mej lodówce wędzonego boczku (który jak wiadomo, jest nieodzownym składnikiem do tradycyjnych polskich zrazów wołowych) … nic to – pomyślałem – substytutem boczku może być przecież … pyszniąca się pięknie na lodówkowej półce, peklowana, prasowana słoninka, którą przywlokłem całkiem niedawno z polskiego sklepu. Kiszone ogóreczki były (kiszę w małym kamiennym garnczku, zgrabne małe ogóreczki, dostępne u mnie przez cały rok, które to gdy już ukiszone, pakuję w spożywcze woreczki i przechowuję w najchłodniejszej części lodówki. Sięgam po nie gdy mam ochotę na czystą zmrożoną). Były jeszcze suszone, kalifornijskie śliwki “węgierki”, które postanowiłem dorzucić do zrazów, wraz z pokrajaną w piórka cebulką i oczywiście kawałeczkiem skórki z razowego chleba.
Rozbiłem tłuczkiem mięcho, zgrabnie zrolowałem, spinając całość wykałaczkami i na patelnię, z rozgrzaną na niej minimalną ilością słonecznikowego oleju.

Zawsze układam na patelni i obsmażam zrazy, najpierw w miejscu końcówki zawijańca. Białko zawarte w mięsie, pięknie się ścina i pozwala na wyjęcie wykałaczek, takie “ciała obce” drażnią mnie niebywale, więc je wyjmuję kiedy tylko zraz się “zamknie” i rumienię mięsko dookoła, dodając następnie pokrajaną w półtalarki cebulkę i ząbki czosnku, przykrywam i duszę na małym ogniu około półtorej godziny, podlewając od czasu do czasu, wodą zmieszaną z czerwonym wytrawnym winkiem (w proporcji 1/4 wina).

Przez czas cały w kuchni pięknie pachniało, a ja rozmyślałem z czym by tutaj te zraziki podać.
Na półce z warzywami leżały sobie więdnąc smętnie, małe buraczki (miałem z nich zrobić czysty barszcz na indycze święto, ale barszcz zastąpiłem większą ilością wina). Postanowiłem skrócić ich męczarnie. Upiekłem je w piekarniku, następnie obrałem a w czasie ich obierania zredukowałem na patelni o 3/4 dwie szklanki Merlot. Obrane buraczki rozkroiłem na połówki i wrzuciłem do żaroodpornej miseczki, posypałem lekko solą i pieprzem oraz minimalną ilością suszonego rozmarynu, zalałem redukcją i wstawiłem na powrót do piekarnika.
Po chwili zapach pieczonych zrazów zaczął się mieszać z zapachem pieczonych buraczków, a mnie wonie te przyprawiły o skręt kiszek z głodu. Czas naglił, Terenia już była prawie za zakrętem przed naszym domem i zaraz zapewne poczuje przygotowywaną kolację. Rozgrzałem więc szybciutko na patelni przednią oliwę, pokrajałem kawałek pszennej bułki, posypałem mieszanką ziół do Bruschetta (mam zawsze przygotowany w jednym z “przyprawowych słoiczków” mały jej zapas) i w ciągu minuty grzanki były gotowe. Przygotowanie kremu chrzanowo-czosnkowego trwa mniej niż minutę (mieszamy tylko ukwaszoną kremówkę z chrzanem i pokrajanymi w cieniutkie plastereczki marynowanego w oliwie z ziołami czosnku – który chyba każdy z Was ma – a jeżeli nie ma, to bardzo łatwo zrobić: należy oczyszczone ząbki czosnku zasypać ulubionymi ziołami – komu się nie chce kombinować, może użyć mieszanki ziół prowansalskich – i zalać dobrą oliwą, po kilku dniach mamy marynowany czosneczek i dodatkowo wspaniałą oliwkę do pieczywa i nie tylko).

W czasie gdy otwierały się drzwi garażowe wszystko już miałem na talerzach …

… i nalewałem wino do kieliszków.

Na propozycję – zupa krem kalafiorowo-brokułowy – Terenia nie miała ochoty, twierdząc stanowczo, że się odchudza (znowu … i nie widomo z czego).

Smakowicie, jak zwykle pozdrawiam.

Święto Dziękczynienia … czyli indyk

Już na dwa tygodnie przed tym świętem, Terenia przytargała z pracy zamrożoną, niewielką, młodą indyczkę, ważącą około 5 kg.
Ponieważ tego roku, postanowiliśmy “Thanksgiving“, spędzić tylko we dwoje, miast indyka tradycyjnie piec w całości, musiałem przerobić go jakoś inaczej … no bo ile razy można jeść odgrzewanego, pieczonego indyka, którego nijak zjeść się nie da tylko we dwoje … nawet jak jest taki niewielki.

Indyczkę “rozebrałem” na elementy, z piersi i marynowanego, zmielonego mięsa nóg … postanowiłem na świąteczną kolację zrobić rolady z indyczym grzybowym sosem …

… pozostałą część rolady, można było zachować w galarecie

Podałem je tradycjnie z dodatkiem “yams” (słodkie ziemniaki), które przyrządziłem utłuczone, z dodatkiem masła, ukwaszonej kremówki, posiekanej świeżej natki pietruszki i … chrzanu

Zamiast podawanaego do indyka – zwykle w ten dzień – “stuffing’u” (na bazie chleba z warzywami), upiekłem placek ziemniaczany z grzybami

Indycze skóry, podroby, skrzydła, pokaźną szyję i szkielet ugotowałem. Bulion zamroziłem w pojemnikach, a kości obrałem z mięsa i zalałem galaretą (na bazie części bulionu)

Z pozostałego mielonego mięsa zrobiłem “gołąbkowe klopsiki” pod pomidorowym sosem

Tym sposobem cały indyk został przerobiony na kilka potraw … nie cierpię aby się w mojej kuchni, marnowało jedzenie.

z pozdróweczkami indyczymi

… ocieplenie klimatyczne ?

gdzie ? … napewno nie na Florydzie
Ostanie kilka dni, to u mnie rekordy zimna o tej porze roku. W nocy temperatura spada do + 9*C, w dzień zaledwie +18*C.
Tak niskich temperatur, nie pamiętają nawet najstarsi Indianie.
Na tak zimne wieczory i poranki, nie ma jak to, mocna kawa z rumem, czekoladą, listkiem mięty i spienioną śmietanką.

Zima coraz bliżej i barwy jesieni coraz bardziej to pokazują

Kumquaty powoli dojrzewają, niebawem zostaną przerobione na nalewkę i pyszną konfiturkę

Jakiś czas temu, w miejscowości w której mieszkam, otwarł się sklep z polskimi artykułami spożywczymi. Mirek i Iwonka (właściciele) sprowadzają nie tylko z Polski, coraz większy asortyment towaru.
Dostać tam można, doskonałej jakości polskie wędliny, sery, soki (bardzo lubię z czarnej porzeczki) i inne artykuły spożywcze. Życzę im prężnego rozwoju i z prawdziwą przyjemnością reklamuję ich Firmę.

Niedawno zakupiłem właśnie u nich śledzie, z których przygotowałem zakąseczkę do zmrożonej wódeczności, dla mych Gości z Polski,
Śledzie z grzybami w pomidorowym sosie
Użyłem następujących składników:
1/2 kg matiasów w oleju
3 łyżki oliwy
2 szalotki
1 szklanka marynowanych w occie grzybów (miałem akurat pod ręką opieńki i boczniaki – lepsze bedą jednak marynowane małe podgrzybki)
1 szklanka pikantnego pomidorowego sosu (wg tego przepisu)
3 łyżki ukwaszonej kremówki
sól i pieprz ziołowy do smaku

Płaty śledzi pokrajałem w kawałki o długości około 3 cm, szalotkę w cienkie półtalarki (które lekko zblanszowałem) i wraz z matiasami zalałem oliwą, posypując całość świeżo, grubo zmielonym ziołowym pieprzem, odstawiając szczelnie zamknięte do lodówki na 12 godzin.
Boczniaki posiekałem, małe opieńki pozostawiłem w całości.
Octową marynatę (około 1/4 szklanki) wymieszałem wraz ze śmietaną i oliwą z olejem, zlaną ze śledzi, oraz z pikantnym pomidorowym sosem.
Wymieszałem przygotowane grzyby (wraz z marchewką i cebulką z marynaty) ze śledziami z szalotką i zalałem przygotowanym sosem.
Ostawiłem szczelnie zamknięte do lodówki (pod kluczem – co by nikogo nie kusiło) na dobę i dopiero następnego dnia podałem do stołu.

… w jesienno-śledziowym nastroju
jak zwykle smakowicie Was pozdrawiam

babie lato … zapachy lasu i sadu na stole

… trochę wcześniej w tym roku.

florydzkie babie lato

 Lato jeszcze nie odpuszcza, w dzień temperatury prawie 30*C, choć noce i poranki już chłodne … poniżej 20*C więc … Jesień już coraz bliżej.

Pojawiły się grzyby, choć te rosnące na mojej działce, trujące nie są, ale zbyt smakowite również nie za bardzo …

… mało pachnące i takie jakieś bezpłciowe w smaku.

Jesienne kwiaty w pełnym rozkwicie …

… ale żadnych oszałamiających woni dokoła nie rozsiewają.

Na naszym jadalnym stole natomiast, zaczyna pachnieć jesienny las i sad.
W domowej kuchni, coraz częściej do gara trafiają mięsiwa. O tej porze roku, organizm zaczyna przypominać o zbliżających się chłodach i  domaga się czegoś bardziej konkretnego … niż letnie zielsko i jogurcik.
Leśne zapachy … w Polsce borowików i podgrzybków a u mnie …
… znalazłem w zamrażarce dwa samotne schabowe kotleciki i w bardzo krótkim czasie, zostały przetworzone na rolady schabowe z grzybami

rolada schabowa z grzybami

Jeżeli nie macie pod ręką schabu bez kości, to z powodzeniem możecie go zastąpić filetami drobiowymi.
Rolady można podawać z kaszą, ryżem, ziemniakami, chlebem (lub z czym tam lubicie) … moje były tym razem, w towarzystwie pieczonego ziemniaka.

Zapachy z sadu … z Polski pamiętam głównie cudowny zapach zbieranych jesienią jabłek … u mnie to dojrzewające powoli grapefruty i pomarańcza.
Niedzielny obiad postanowiłem podać w polskim stylu … żeberka wołowe z jabłuszkiem

żeberka wołowe z jabłuszkiem

Żeberka zamarynowałem w jabłkowym soku, udusiłem z żubróweczką najprawdziwszą i podałem na puszystym purée ziemniaczano-marchwiowym z groszkiem.

W końcu kiedy, jak nie jesieną, mają trafić na nasze stoły dania ze świeżymi zapachami lasu i sadu.

jak zwykle Wszystkich smakowicie pozdrawiam

… trochę się ochłodziło …

… ale lato jeszcze nie odpuszcza. Poranki są już chłodne (około 20*C) ale w dzień temperatura sięga do 30*C. Widać jednak, że już – choć bardzo powoli – zbliża się Jesień.

Posadzona na wiosnę malutka Papaya jest już coraz większa i pierwszy raz zakwitła.

kwitnąca Papaja

Narazie ma dopiero, trochę ponad metr wysokości, kiedy jednak osiągnie dojrzałość, to jej wysokość osiągnie ponad 5 metrów.
Z jej owoców posiadających dużą ilość pektyny, można przygotować (z dodatkiem innych owoców) wspaniałe galaretki.
Jest również bardzo dobra, jako dodatek do gulaszów i duszonego mięsa, które wydatnie zmiękcza.
Przydatne są również suszone pestki owoców (pikantne w smaku), które możemy użyć, jako substytut pieprzu a z młodych liści, przygotować dodatek do dania głównego podobnego do szpinaku lub poprostu świeże liście dodać do urozmaicenia smaku, zielonej sałaty.
Od dawnych czasów, Papaya służy również w medycynie, wspomagając procesy trawienne.

Powoli dojrzewają już owoce Kumquat’a. Jeszcze niewielkie to drzewko, posiada zadziwiającą ilość (jak na swą wielkość) owoców przypominających pomarańczka, wielkości śliwki “węgierki”.

owocujący Kumkwat

W zeszłym roku, sarny objadły wszystkie owoce, … na wiosnę przesadziłem drzewko bliżej domu i mam nadzieję, że w tym roku, to ja zbiorę plony … wprawdzie niewielkie … ale na aromatyczną naleweczkę zapewne wystarczy a może i zostanie na zrobienie kilku słoiczków konfitury.

Dziś Tereni imieniny … na kolację zażyczyła sobie, swoje ulubione krewetki, podsmażane na czosnkowym masełku z oliwą, podlane białym wytrawnym winkiem i podane na zielonej sałacie (do której dodam młody liść papaya).
Wczoraj w Wigilię imienin, przygotowałem dla Niej zupełnie nowe danie … rolady drobiowe ze szparagami

pierś z kurczaka ze szparagami

… które z sosem szparagowym, podałem na prażonej kaszy.
Pani była bardzo zadowolona, więc może i Wam, danko to przypadnie do gustu.

ze smakowitymi jak zwykle pozdrowionkami,
pozostaję

Srebrne Wesele

Jola z Markiem – czyli moja Bratowa i najmłodszy Braciszek – obchodzili właśnie Srebrne Gody … takiej uroczystości opuścić nie wolno.

Polecieliśmy. Daleko nie jest … zbyt blisko również.
Cała podróż trwała siedem godzin łącznie z przejazdem z  Bufflo NY. – gdzie wyladowaliśmy po locie z Daytona Beach – przez Niagara Falls …

… do graniczącego z Toronto, Mississauga. Za oknami samochodu, piękna rozpoczynająca się właśnie kanadyjska “złota jesień” – zapachu żywicy jednak nie wyczułem.

Imprezka zaczynała się o 6:30 wieczorem, kolacją – wszystkie podane dania były wyśmienite i z czystym sumieniem mogę polecić lokal “Bravo Bistro”, którego byliśmy gośćmi.
Po kolacji … poszli w tany … gdy na parkiet weszła “Młoda Para” zrobiła się zadyma …

Jedli, pili (otwarty bar cieszył się sporym powodzeniem) i tańczyli … 
Przed północą pojawił się tort weselny

… i znowu … tańce, hulanka, swawole.
W pewnej chwili, nie wiedziałem co się stało …

… i gdzie się znajduję … 
… “zostałem otoczony” przez wspaniałe tancerki (każda z osobna i wszystkie razem, z powodzeniem wygrały by w konkursie “taniec z Gwiazdami”) … hmmm … może tak wygląda “niebo”. 

Gościliśmy jeszcze w domu Jolki i Marka, dni kilka … chłodziliśmy się umiarkowaną temperaturką (u mnie lato jakoś się nie chce skończyć), biesiadowaliśmy na tarasie każdego dnia już od wczesnego popołudnia …

… a ja jak zwykle zostałem zaproszony do odpoczynku przy grillu.

Serdeczne Wam dziękujemy, za spotkanie z Kuzynowstwem (niewidzianym od dawna), za spotkanie z Przyjaciółmi i znajomymi z Pennsylvania i za wspaniale spędzony czas (szkoda, że tylko niecały tydzień).
Osobne podziękowania dla Iwonki i Macieja za teksańską kolacyjkę, napitki na kamyszkach oraz cygarka (moje ulubione).
Podziękowania również dla mego imiennika Pawła (również człowieka od garów nie stroniącego) – pisząc ten tekst, palę sobie ze smakiem na tarasie, kubańskie “R&J”.

Raz jeszcze Wszystkim serdecznie dziękujemy za możliwość spotkania i poznania.

kto kogo i coś z Tex-Mex

kto kogo ? …  powinien tutaj skonsumowć ?

te co miały być mniejsze i służyć jako danie, … spoglądają łakomie na gatunek swych naturalnych myśliwych, przed którymi jak najprędzej powinny wziąć nóżki i skrzydełka “za pas” … co to się porobiło ? … koniec świata bliski ?

Niedoszły “pasztet” natomiast po moim trawniku biega

… jego szczęście, że za mały jeszcze … oby tylko nie urósł za wielki i mnie … na pasztet nie przerobił.

W tak zwanym “międzyczasie” (czyli w zeszłym tygodniu), Terenię znowu naszło na “morskie robale”, tak więc w naszym ubiegło-tygodniowym menu, były dwa razy krewetki.

Po pierwsze primo:

shrimp Fettuccine

Po drugie primo:

… już trochę mniej klasyki i fusion z Tex-Mex, czyli burrito krewetkowe.

No i tak później trochę z rozpędu …

super supreme Tacos  … bez “robali” jednak, z klasyczną wołowinką przyprawianą po meksykańsku.

Za kilka dni wybieram się w okolice Toronto, na uroczystość Srebrnych Godów do swojego najmłodszego Braciszka, zdam więc Wam relację (może nie tylko kulinarną) zaraz po powrocie …

z pozdróweczkami smakowitymi pozostaję

małże … ale nie tylko

Kilka dni temu na Forum Banici.eu wywołany został temat: “jak przygotowac świeże małże ?” w miarę swych możliwości udzieliłem porady zgodnie z posiadaną kulinarną wiedzą, lecz równocześnie pomyślałem, że być może Czytelnikom mego bloga również się wiedza taka (choć w ograniczonym zakresie) przydać może.

Tak więc na początek:
Małże gotowane (przepis podstawowy)
Składniki:
35-40 świeżych małży
2 ząbki czosnku
1 średnia cebula
2 łyżki oleju (najlepiej z pestek winogron)
1 szklanka czystego bulionu warzywnego
1/2 szklanki białego wytrawnego wina
sól i pieprz do smaku
4 łyżki masła
1 łyżka soku z cytryny
mały pęczek natki pietruszki
Przygotowanie:
Małże oczyścić i umyć pod bieżącą wodą. Czosnek i cebulę drobno posiekać. Rozgrzać olej na głębokiej patelni i zeszklić cebulę i czosnek (najpierw wrzucamy cebulę). Dodać wino, przykryć i gotować na małym ogniu przez kilka minut. Dodać bulion, zagotować i wrzucić małże, gotować pod przykryciem aż małże się otworzą (około 10 minut)
Uwaga: muszle które się nie otwarły należy bezwzględnie wyrzucić (te małże są zepsute).
Dodać soli i pieprzu do smaku, polać rozpuszczonym masłem z cytrynowym sokiem i posypać drobno posiekaną pietruszką

– Bardzo lubię przygotowane jak powyżej małże, ale z Salsa Verde (zamiast masła i pietruszki). Do salsy są potrzebne “zielone pomidory” – tomatilos – Przepis mogę podać w razie potrzeby. Sądzę jednak, że jest on na mej stronie internetowej.

– Na ten sam sposób można przygotowywać “Małże w piwie” – zamiast białego wina i bulionu dajemy piwo i dodatkowo 2 łyżki winnego octu oraz posiekaną ostrą paprykę a zamiast pietruszki natkę kolendry (ma bardziej “wyrazisty” smak)

– Przygotowane na powyższy sposób małże (z przepisu podstawowego), możemy również podawać na dowolnym makaronie lub ryżu. Sos można zagęścić poprzez dodanie do niego (przed włożeniem małży) drobno posiekanych (obranych ze skóry) pomidorów i papryki (paprykę należy podsmażyć na samym początku, jeszcze przed dodaniem cebuli i czosnku). Zamiast białego wina można dodać wytrawnej sherry lub Marsala.

Oczywiście informacja o małżach była by bardziej niż niezadawalająca gdybym podał tylko tyle co powyżej, nie podając przepisu na jedno z najsłynniejszych “dań małżowych“, a mianowicie:

Clam Chowder
Składniki:
1 kg małży (świeżych lub mrożonych)
1/2 kg ziemniaków
3/4 szklanki białego wytrawnego wina
2 szklanki kremówki
4 plastry wędzonego boczku
2 łyżki masła
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżki mąki
1 liść laurowy
1 mały pęczek (świeżej lub mrożonej) natki pietruszki
sól i pieprz do smaku
3 szklanki wody
1/2 średniego pomidora (obranego ze skórki)
1 szklanka ziaren kukurydzy (opcjonalnie)
Przygotowanie:
Najpierw przygotowujemy wywar.
Bardzo drobno siekamy boczek, czosnek i cebulę przeciskamy przez praskę. Wrzucamy do rondla boczek i połowę masła, wytapiamy tłuszcz z boczku, a następnie wrzucamy czosnek i cebulę. Podsmażamy do zeszklenia cały czas mieszając (około 3-4 minuty). Zmniejszamy ogień i wrzucamy, liść laurowy oraz oczyszczone małże (kilka odkładamy do garnierowania), wlewamy wino i wodę i doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy około 15 minut aż muszle się otworzą.
Uwaga: muszle nie otwarte, należy bezwzględnie wyrzucić.
Wyjmujemy małże z otwartych muszli, drobno siekamy i odkładamy na bok. Muszle odrzucamy.
W drugim garnku rozgrzewamy masło, dodajemy mąkę i cały czas mieszając przygotowujemy jasnozłotą zasmażkę, wlewamy powoli do zasmażki gorący wywar cały czas mieszając. Do tak przygotowanej wstępnie zupy, wrzucamy pokrajane w drobną kostkę ziemniaki i gotujemy je aż bedą całkowicie miękkie (około 15-20 minut). Dodajemy śmietanę i posiekane małże
 Rozgrzewamy na patelni łyżkę masła i łyżkę oliwy, wkładamy drobno posiekanego pomidora, podsmażamy mieszając aż pomidor się całkowicie rozdrobni i wlewamy pozostałe wino oraz pozostałe małże w muszelkach, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na wolnym ogniu jeszcze około 10 – 15 minut aż małże dodane w muszlach się otworzą.
Doprawiamy solą i pieprzem i podajemy zupę garnierowaną otwartymi muszlami i drobno posiekaną natką pietruszki.
Uwaga: jeżeli zdecydowaliśmy dodatkowo dodać kukurydzę, gotujemy ją razem z ziemniakami.

Można do przygotowania małż, wykorzystać również Wasze ulubione inne sosy do owoców morza.
Wielokrotnie przygotowuję małże na sposób bardzo podobny do krewetek na makaronie Fettuccini, gdzie z powodzeniem krewetki możemy zastąpić małżami.

Krewetki Fettuccini
Składniki:
1/2 kg świeżych krewetek (lub 1 kg małż swieżych lub mrożonych)
1/2 szklanki białego wytrawnego wina
1/2 szklanki kremówki
2 łyżki masła
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
1 mały pęczek natki pietruszki
sól i pieprz do smaku
ugotowany “al’dente” makaron

Przygotowanie:
Czosnek i cebulę i natkę pietruszki bardzo drobno siekamy. Masło rozgrzewamy na głębokiej patelni i wrzucamy najpierw cebulę, następnie czosnek i podsmażamy do zeszklenia, dodajemy pietruszkę i wlewamy wino. Doprowadzamy do wrzenia i wlewamy śmietanę, chwilę gotujemy na wolnym ogniu (kilka minut), aż sos zacznie gęstnieć i wrzucamy krewetki, …

… gotujemy aż krewetki zaczną zmieniać barwę na czerwoną (2-3 minuty) i wrzucamy gorący makaron. Gotujemy jeszcze 2 do 3 minut i dodajemy do smaku soli i pieprzu. Możemy również podawać makaron posypany utartym twardym serem polany sosem z krewetkami (lub małżami).

Uwaga: w przypadku małż, wrzucamy je (oczyszczone) jeszcze przed gęstnieniem sosu, gdyż gotują się dłużej od krewetek.

Sezon grzybowy już się rozpoczął i dla tych z Was którzy “morskich robali” nie trawią bardzo proste i szybkie danko z grzybami.
Polędwica z kaszą grzybową
Składniki:
2 polędwiczki wieprzowe
1/4 kg świeżych leśnych grzybów
2 szklanki kaszy gryczanej
1 średnia cebula
2 łyżki masła
3 łyżki oleju
1/4 szklanki czerwonego wytrawnego wina
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
Polędwice posypujemy lekko solą i pieprzem i zawiniete w folię spożywczą (lub zamknięte w jakimś naczyniu) odkładamy lodówki na dwie godziny.
Ugotowane grzyby drobno siekamy …

… i mieszamy z wysypaną na wysmarowaną masłem blachę lub formę do pieczenia, ugotowaną kaszą, na którą układamy kawałki masła.
Zapiekamy w piekarniku nagrzanym do temperatury 175*C

W międzyczasie przygotowujemy polędwicę.
Na rozgrzany olej wrzucamy pokrajaną w półtalarki cebulę i polędwice, które opiekamy ze wszystkich stron a następnie podlewamy winem i przykrywamy.

Dusimy na średnim ogniu, do całkowitego zredukowania wina.
Na plędwicę pokrajaną w grube plastry, układamy cebulkę z pieczeni i podajemy z zapieczoną kaszą

Jak zwykle smakowicie pozdrawiam