“finger food” …

Kilka dni temu miałem zapowiedzianą, wieczorną wizytę “niekolacyjnych” Gości … na wstępie, zapowiedziano telefonicznie: “nie szykuj żadnej kolacji … przyjedziemy już po” … dobra, ale co ? … o suchym pysku będziemy tak siedzieć ? … bez żadnej przekąski do napitków ?

To nie u mnie … nie miałem jednak tego dnia żadnej “kulinarnej weny” … co by tutaj nowgo przygotować ? (zapowiedziani Goście czasami u mnie bywają, jeden z nich jest Szefem Kuchni i Inspektorem Federalnym, nie mogłem więc zrobić czegoś co już było) … problem polegał na tym, że za oknem była paskudna pogoda i nie chciało mnie się nigdzie wychodzić … chciałem zrobić coś, ze składników które miałem dostępne w swej kuchni …
… rankiem tego dnia, prowadziłem sobie sympatyczne pogaduchy na Forum “
BudujemyDom” … no i … moi dyskutanci – w szczególności Koleżanka “Czapi” oraz Koledzy “Trzylwy” i “Bajbaga” – pobudzili moją wyobraźnię, … z ich pomocą … wpadłem na jakieś pomysły i przygotowałem:

Roladę z Tortilla na zimno
… czyli “wrzuciłem byle co” do gotowego kukurydzianego placka, a mianowicie: świeży szpinak, szynkę, ser szwajcarski i czarne oliwki, całość przyprawiając sosem z pleśniowego sera

Mini szaszłyczki wieprzowe
… dwa schabowe kotlety pokrajane w kostkę, plastry wędzonego boczku, kawałki zielonej słodkiej papryki i czerwonej cebuli wraz z grzybkami Portobello … dodałem do tego świeżo zrobiony sos BBQ na bazie jałowcówki

Roladki drobiowe s suszonym pomidorem
… czyli rozwałkowałem dwa “kurzęce cycki”, faszerując je plastrami wędzonego boczku i marynowanym w oliwie suszonym pomidorem z kaparami, podałem na sosie ze świeżych pomidorów.

Bruschetta była dobrym do tego wszystkiego dodatkiem a  naleweczki i wina z domowego barku, akurat do takiego zestawu pasowały.

Koleżeństwu z Forum Budujemy Dom, serdecznie dziekuję za wspomożenie.

zawijanie, rolowanie …

Od czasu Święta Dziękczynienia … czyli rolowania indyka, coś mnie wzięło na zwijanie i rolowanie.
Mieliśmy już dość indyka ale rolowanie jeszcze jakoś we mnie tkwiło.
Dla odmiany TexMex – pomyślałem – znowu się ochłodziło (ach to “globalne ocieplenie”), z zamrażarki wydobyłem duże tortillas, by sobie trochę pozawijać. Przygotowanie buritos akurat do zawijania pasowało.

Burritos amerykańskie nieco się różnią, od ich meksykańskiego pierwowzoru.
Jak meksykańska wieść gminna niesie, Burritos powstały przez przypadek. Pewien meksykański “mobilny restaurator” z okolic El Paso del Norte, w czasach Rewolucji Meksykańskiej, sprzedawał swoje Tacos, przemieszczając całą swą “restaurację” na grzbiecie osiołka. Główne składniki Tacos (mielone mięso, fasola i ryż) by mu za szybko nie wystygły, zawinął w placki Tortillas. Przez przypadek chyba (może miał za długą kolejkę głodnych, rozeźlonych rewolucjonistów) sprzedał im te zawiniątka, które im bardzo zasmakowały. Nazwa “Burritos” pochodzi od z hiszpańskiego “burro” (osioł).
Meksykańskie tradycyjne Burritos są więc nadziane tylko mięsem, fasolą i ryżem i mniejsze od wersji amerykańskiej, która zawiera dodatkowo jeszcze inne składniki (mogą się one różnić) ale głównie to: sałata, ser, posiekane pomidory lub avocado i inne.

W swej wersji postanowiłem pozwijać: mielone wołowe mięso (odpowiednio przygotowane z wieloma przyprawami), oczywiście fasolowe purée, starty dość grubo Cheddar, rozdrobnione liście sałaty, i świeżo przygotowaną pomidorową salsę.

Na stole wylądowały burritos Chef Paul’s które, dodatkowo posypałem z wierzchu startym serm (nieco mi zostało) i polałem resztą salsy (również zrobiłem trochę więcej). Ponieważ wg Tereni, salsa była dla niej lekko za pikantna, dołożyłem ukwaszonej kremówki.

Rolowania jednak dość nie miałem. Miałem za to piękny kawałek górnej zrazowej. Można z takiego kawałka, zrobić wspaniałą pieczeń z czosneczkiem i marynowanym zielonym pieprzem … ale ja nie … rolować mi się chciało.
No i pierwsza przeszkoda … zabrakło w mej lodówce wędzonego boczku (który jak wiadomo, jest nieodzownym składnikiem do tradycyjnych polskich zrazów wołowych) … nic to – pomyślałem – substytutem boczku może być przecież … pyszniąca się pięknie na lodówkowej półce, peklowana, prasowana słoninka, którą przywlokłem całkiem niedawno z polskiego sklepu. Kiszone ogóreczki były (kiszę w małym kamiennym garnczku, zgrabne małe ogóreczki, dostępne u mnie przez cały rok, które to gdy już ukiszone, pakuję w spożywcze woreczki i przechowuję w najchłodniejszej części lodówki. Sięgam po nie gdy mam ochotę na czystą zmrożoną). Były jeszcze suszone, kalifornijskie śliwki “węgierki”, które postanowiłem dorzucić do zrazów, wraz z pokrajaną w piórka cebulką i oczywiście kawałeczkiem skórki z razowego chleba.
Rozbiłem tłuczkiem mięcho, zgrabnie zrolowałem, spinając całość wykałaczkami i na patelnię, z rozgrzaną na niej minimalną ilością słonecznikowego oleju.

Zawsze układam na patelni i obsmażam zrazy, najpierw w miejscu końcówki zawijańca. Białko zawarte w mięsie, pięknie się ścina i pozwala na wyjęcie wykałaczek, takie “ciała obce” drażnią mnie niebywale, więc je wyjmuję kiedy tylko zraz się “zamknie” i rumienię mięsko dookoła, dodając następnie pokrajaną w półtalarki cebulkę i ząbki czosnku, przykrywam i duszę na małym ogniu około półtorej godziny, podlewając od czasu do czasu, wodą zmieszaną z czerwonym wytrawnym winkiem (w proporcji 1/4 wina).

Przez czas cały w kuchni pięknie pachniało, a ja rozmyślałem z czym by tutaj te zraziki podać.
Na półce z warzywami leżały sobie więdnąc smętnie, małe buraczki (miałem z nich zrobić czysty barszcz na indycze święto, ale barszcz zastąpiłem większą ilością wina). Postanowiłem skrócić ich męczarnie. Upiekłem je w piekarniku, następnie obrałem a w czasie ich obierania zredukowałem na patelni o 3/4 dwie szklanki Merlot. Obrane buraczki rozkroiłem na połówki i wrzuciłem do żaroodpornej miseczki, posypałem lekko solą i pieprzem oraz minimalną ilością suszonego rozmarynu, zalałem redukcją i wstawiłem na powrót do piekarnika.
Po chwili zapach pieczonych zrazów zaczął się mieszać z zapachem pieczonych buraczków, a mnie wonie te przyprawiły o skręt kiszek z głodu. Czas naglił, Terenia już była prawie za zakrętem przed naszym domem i zaraz zapewne poczuje przygotowywaną kolację. Rozgrzałem więc szybciutko na patelni przednią oliwę, pokrajałem kawałek pszennej bułki, posypałem mieszanką ziół do Bruschetta (mam zawsze przygotowany w jednym z “przyprawowych słoiczków” mały jej zapas) i w ciągu minuty grzanki były gotowe. Przygotowanie kremu chrzanowo-czosnkowego trwa mniej niż minutę (mieszamy tylko ukwaszoną kremówkę z chrzanem i pokrajanymi w cieniutkie plastereczki marynowanego w oliwie z ziołami czosnku – który chyba każdy z Was ma – a jeżeli nie ma, to bardzo łatwo zrobić: należy oczyszczone ząbki czosnku zasypać ulubionymi ziołami – komu się nie chce kombinować, może użyć mieszanki ziół prowansalskich – i zalać dobrą oliwą, po kilku dniach mamy marynowany czosneczek i dodatkowo wspaniałą oliwkę do pieczywa i nie tylko).

W czasie gdy otwierały się drzwi garażowe wszystko już miałem na talerzach …

… i nalewałem wino do kieliszków.

Na propozycję – zupa krem kalafiorowo-brokułowy – Terenia nie miała ochoty, twierdząc stanowczo, że się odchudza (znowu … i nie widomo z czego).

Smakowicie, jak zwykle pozdrawiam.

Święto Dziękczynienia … czyli indyk

Już na dwa tygodnie przed tym świętem, Terenia przytargała z pracy zamrożoną, niewielką, młodą indyczkę, ważącą około 5 kg.
Ponieważ tego roku, postanowiliśmy “Thanksgiving“, spędzić tylko we dwoje, miast indyka tradycyjnie piec w całości, musiałem przerobić go jakoś inaczej … no bo ile razy można jeść odgrzewanego, pieczonego indyka, którego nijak zjeść się nie da tylko we dwoje … nawet jak jest taki niewielki.

Indyczkę “rozebrałem” na elementy, z piersi i marynowanego, zmielonego mięsa nóg … postanowiłem na świąteczną kolację zrobić rolady z indyczym grzybowym sosem …

… pozostałą część rolady, można było zachować w galarecie

Podałem je tradycjnie z dodatkiem “yams” (słodkie ziemniaki), które przyrządziłem utłuczone, z dodatkiem masła, ukwaszonej kremówki, posiekanej świeżej natki pietruszki i … chrzanu

Zamiast podawanaego do indyka – zwykle w ten dzień – “stuffing’u” (na bazie chleba z warzywami), upiekłem placek ziemniaczany z grzybami

Indycze skóry, podroby, skrzydła, pokaźną szyję i szkielet ugotowałem. Bulion zamroziłem w pojemnikach, a kości obrałem z mięsa i zalałem galaretą (na bazie części bulionu)

Z pozostałego mielonego mięsa zrobiłem “gołąbkowe klopsiki” pod pomidorowym sosem

Tym sposobem cały indyk został przerobiony na kilka potraw … nie cierpię aby się w mojej kuchni, marnowało jedzenie.

z pozdróweczkami indyczymi

kto kogo i coś z Tex-Mex

kto kogo ? …  powinien tutaj skonsumowć ?

te co miały być mniejsze i służyć jako danie, … spoglądają łakomie na gatunek swych naturalnych myśliwych, przed którymi jak najprędzej powinny wziąć nóżki i skrzydełka “za pas” … co to się porobiło ? … koniec świata bliski ?

Niedoszły “pasztet” natomiast po moim trawniku biega

… jego szczęście, że za mały jeszcze … oby tylko nie urósł za wielki i mnie … na pasztet nie przerobił.

W tak zwanym “międzyczasie” (czyli w zeszłym tygodniu), Terenię znowu naszło na “morskie robale”, tak więc w naszym ubiegło-tygodniowym menu, były dwa razy krewetki.

Po pierwsze primo:

shrimp Fettuccine

Po drugie primo:

… już trochę mniej klasyki i fusion z Tex-Mex, czyli burrito krewetkowe.

No i tak później trochę z rozpędu …

super supreme Tacos  … bez “robali” jednak, z klasyczną wołowinką przyprawianą po meksykańsku.

Za kilka dni wybieram się w okolice Toronto, na uroczystość Srebrnych Godów do swojego najmłodszego Braciszka, zdam więc Wam relację (może nie tylko kulinarną) zaraz po powrocie …

z pozdróweczkami smakowitymi pozostaję

szybkie i tanie … danie na śniadanie

Ostatnio sklarowałem następną porcję masła (które jak uważam, powinno stanowić stały zapas wypełniający naszą domową lodówkę) więc dziś, kilka dań z użyciem tego wspaniałego kulinarnego wynalazku, który posiada tę właściwość, że jego temperatura “przypalania” jest znacznie wyższa niż zwykłego masła, a także można je w lodówce dłużej przechowywać. Wynalazek ten prawdopodobne pochodzi z południowej Azji, gdzie zwą go “ghee“. Palmę jego pierwszeństwa, usiłują mu także wyrwać ludy środkowego Wschodu, nazywając go “samna“, ale i krzyk podnoszą również Francuzi, twierdząc, że “beurre noisette” to oni wymyślili.
Niezależnie jednak, kto pierwszy masło sklarował, przyczynił się w znacznym stopniu do ułatwienia pracy kucharzom.
Najprostszy sposób klarowania masła, (dla tych którzy nie wiedzą).
Masło rozpuszczamy na bardzo wolnym ogniu, rozdziela się w tym czasie tłuszcz i woda zawarta w mleku, woda jako cięższa opada na dno garnka, a na powierzchni powstaje nam pianka, którą delikatnie zbieramy. Wystudzamy nasze rozpuszczone masło (z wodą na dnie naczynia) w lodówce, a po całkowitym wystudzeniu, przebijamy powierzchnię tłuszczu i odlewamy z naczynia wodę, otrzymując w ten sposób “anhydrous” pozbawiony wody, który możemy ponownie podgrzać doprowadzając do stanu oleistego i przelać do stosownego pojemnika w którym będziemy go dalej przechowywać.

Wracając jednak do naszego tytułowego śniadanka, … które obiecałem niedawno przedstawić mej Przyjacióce Anetce (przesympatycznej właścicielce wspaniałego, agroturystycznego gospodarstwa, “Dom pod Sosnami”) … w ramach toczącej się od dawna debaty, pod roboczym tytułem: “pyry, jajca, betki” … dawni bywalcy pewnie, dyskusję ową pamiętają.

Proste, łatwo dostępne i tanie składniki to: odrobina wyżej przedstawionego sklarowanego masła, jajka “kurzęce” (dla bardziej “wyrafinowanych podniebień” mogą być przepiórcze lub nawet strusie), ugotowane młode ziemniaki, troszkę cebulki (najlepsza będzie szalotka) i trochę startego żółtego sera (używam głównie startego Cheddar zmieszanego w proporcji 1:1 ze startym Monterey) … oczywiście można użyć innych Waszych ulubionych twardych serów, czy akurat dostepnych które macie w domu, lub ser dopasować, do aktualnie przygotowywanej wariacji dania np z dodatkiem świeżych leśnych grzybów, szynki, karczochów, papryki albo pomidorów … co tam Wam smakuje … lub dodać wszystkiego po trochu.
Proste owe danie, nazywam “Frittata à la Chef Paul“, gdyż wywodzi się ono po części z włoskiej “frittata” (we włoskiej wersji nie przewidziano ziemniaków jako smakowitego “wypełniacza”) a po części z hiszpańskiego omletu, zwanego “tortilla de patatas” (który zawiera wprawdzie jajka i ziemniaki, ale jest cieniutki, jak nie przymierzając, kilku kandydatów po ostatnich polskich, wyborach prezydenckich).

Pod linkiem podanym powyżej, znajdziecie również, przepis na sos z suszonych pomidorów, … taki jaki bardzo smakuje moim Gościom, do wersji podstawowej, bez żadnych dodatków tudzież warjacji.

W jakiś kulinarnym amoku, starłem zbyt dużą ilość sera Cheddar i Monterey Jack … którą stosunkowo ilość niewielką miałem użyć do papryczek faszerowanych mięsem wołowo-wieprzowym

… więc dodatkowo w zeszłym tygodniu, zrobiłem cukinię zapiekaną z papryką, pomidorem i kalafiorem

… może się komuś przepis przyda – pasuje jako dodatek do mięs z grilla … zestawiłem ją z grillowanymi schabowymi kotletami …

… marynowanymi na ostro, dokładnie w takiej samej marynacie jaką podałem w poprzedniej mojej wypowiedzi.

Na koniec ponieważ lato nie odpuszcza, danie akurat na tą porę … czyli andaluzyjskie Gazpacho w mojej wersji z dodatkiem Salsa Avocado
Składniki
: 1 kg pomidorów (z jak najmniejszą ilością pestek), dwa średnie ogórki, 2 kromki białego czerstwego pieczywa, 1 średnia słodka papryka, 1 mała zielona papryka chili, 2 ząbki czosnku, 2 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia, sok z jednej lemonki i z jednej cytryny, sól i świeżo grubo mielony wielokolorowy pieprz oraz kilka świeżych liści bazylii. Na salsę: 1 avocado, 2 małe ogóreczki wielkości korniszona, 1 świeża papryczka jalapeno, 1 łyżeczka soku z cytryny,
Przygotowanie: Chleb pokrajać w kostkę i zamoczyć na 5 minut w pół litrze zimnej wody. Ogórki obrać ze skóry, wypestkować i zetrzeć na tarce o średnim oczku, posypać lekko solą i odstawić. Pomidory obrać ze skóry (polewając je uprzednio wrzątkiem) i drobno posiekać. Papryki oczyścić z gniazd nasiennych, słodką paprykę zetrzeć na grubym oczku a chili bardzo drobno posiekać. Czosnek rozetrzeć z solą.
Namoczony chleb rozdrobnić widelcem, odlać sok z ogórków i dodać wszystkie składniki do wody z chlebem, dokładnie wymieszać, doprawić solą i pieprzem do smaku (można również dodać opcjonalnie kilka kropel Tabasco) i odstawić do lodówki dla schłodzenia, przynajmniej na dwie godziny.
Przed podaniem zupy przygotować salsę: Avocado obrać i drobno posiekać, skropić natychmiast sokiem z cytryny by nie zbrązowiało. Jalapeno oczyścić z gniazd nasiennych i wraz z ogóreczkami bardzo drobno posiekać. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.
Gazpacho podawać w schłodzonych talerzach, garnierując salsą i liśćmi bazylii oraz dodatkowo posypując lekko kruszonym lodem. Wielokrotnie dodaję również trochę śmietanki. Opcjonalnie można podawać z ziołowymi grzankami.

ze smakowitymi pozdrówkami pozostaję

Surf & Turf … ciąg dalszy

Kiedy tylko mam wolną chwilę, bardzo lubię łowić rybki prosto z plaży, najlepiej przy przypływie i wczesnym rankiem. Złowione rybki przeważnie trafiają na mój stół tego samego dnia, a jeżeli ich jest więcej poprostu je oczyszczam i zamrażam.

Ostatnio asystował mi ptaszek, który za każdym razem kiedy zakładałem przynęntę na haczyk, domagał się abym i jemu coś rzucił … i było mu obojętne czy to krewetka, czy mała rybka,

… z haczyka namietnie obgryzały me krewetki kraby i dwa te zbójnickie nasienia, udało mnie się wyciągnąć na brzeg …

… dwa jednak to za mało, na jakiekolwiek godziwe danie (smakowite mięsko jest praktycznie tylko w szczypcach, a z reszty można zrobić bulion na zupę z owoców morza).

Złowiłem jednak tuzin “rybnych chwastów” (coś pomiędzy atlantycką “płocią” a “okoniem”) czyli rybek zwanych “whiting” – na kilka dobrych obiadów wystarczy, a rybka jest dość smaczna i nie ma wielu ości.
Przygotowałem część z mego morskiego łupu, na dzisiejszy obiad. 

BLT & Fish

Rybki upiekłem na chrupko wg przepisu “kruche filety rybne z zieloną fasolką” ale podałem z sałatką BLT (bacon, lettuce, and tomato) , bo właściwie dlaczego BLT ma być kanapką jeżeli z powodzeniem może być sałatką ?

Futrzaki biegają w nocy na mym ogrodzie, co nieco zielonego ogryzają (gdyby tylko trawsko, to być może i kosiarki bym nie potrzebował) …

dziki królik

… zwierz na pasztet doskonały, dam im jednak jeszcze podrosnąć … porcją pasztetu wielkości kilku pudełek zapałek, karmi się gości w restauracjach, ale nie w moim domu.

Dostałem od znajomego “na spróbowanie” …

habanero

… “na żywca”, jak dla mnie nie jadalne … choć niektórzy próbowali – efekt: wybuch wulkanu na muszli klozetowej, (oby nie gdzie indziej … inaczej gacie wraz z portkami spalone), która przepalona zostać może, wydalaną gorącą lawą.
W zamrażarce znalazłem dwa ładne steki z antrykotu (zwane u mnie “New York strip”), w sam raz by je zamarynować “na ostro” z dodatkiem połowy jednej z papryczek. Marynata zbyt wymyślna nie jest i możecie ją łatwo zrobić, z dodatkiem innej ostrej chili (jeżeli nie macie habanero pod ręką).
Potrzeba nam kieliszek oliwy, kieliszek czerwonego wytrawnego wina, pół kieliszka winnego octu, główka drobno posiekanego czosnku, połowa drobno usiekanej cebuli (dobra jest czerwona) no i posiekane habanero. Wszystko dokładnie mieszamy i woreczku spożywczym (lub przykrytej miseczce), pławimy nasze mięsko przez dwa dni najmniej.
Później rozgrzewamy grill do wysokiej temperatury i …

antrykot

… kolacja prawie gotowa.
Moja “MroŻonka” (schładza się ostatnio częściej – chyba z powodu dość wysokiej, letniej temperatury), domaga się zawsze jakichś warzywek dodatkowo, więc wraz ze stekiem pomaszerowała na stół, świeżuteńka (prosto z warzywnego targu we Flagler Beach) “mini” cukinia pokrajana w talarki, podsmażona na masełku z oliwą, wraz z pomidorkami, młodą cebulką i kilkoma czarnymi oliwkami

cukinia

serdecznie pozdrawiam, życząc smacznego

ps – lubię takie klimaty http://www.youtube.com/watch?v=ol9u4gC3kFI … nie znałem przedtem tej kapeli … “polskie country“, podoba mnie się chyba bardziej od amerykańskiego … namiar dostałem od mego Przyjaciela Sławka “Peppera” (sam komponuje, pisze teksty i oczywiście gra) …

szybkie przekąski z grilla … i nie tylko

Świeże warzywa z naszych ogrodów, przygotowane na grillu, są wspaniałym urozmaiceniem i mogą być również daniami głównymi dla wegeterian. Odpowiednio przyrządzone są bardzo smakowite.
Kilka dni temu, otrzymałem od współpracowników kilka warzywek z ich przydomowych ogródków.

świeże warzywa

… był tam dziwnego podłużnego kształtu bakłażan, wspaniałe pachnące pomidory, papryczka lekko pikantna, kukurydza, młoda ładna cebulka i bardzo długa, fioletowego koloru fasolka szparagowa.
Z warzyw tych zrobiłem wspaniale pachnące szaszłyczki warzywne … a kto wegeterianinem nie jest, namawiam go do dołożenia do tego zestawu, wędzonego, wieprzowego boczku

szaszłyczki warzywne

Na grillu mażna zrobić prawie wszystko … nawet pizzę.
Ciasto jako półprodukt można kupić i samemu skomponować resztę, … lub jeżeli ktoś ma więcej czasu zrobić je samodzielnie. Jest to niezwykle proste zadanie.
Ciasto na cztery pizze o średnicy około 25 cm.
Będą nam potrzebne: suche drożdże (7gramów), 1 łyżeczka cukru, 2 szklanki mąki, 2 łyżki oliwy i 1 łyżeczka soli.
W szklance ciepłej wody należy rozpuścić cukier i posypać na wierzch drożdże. Po około 5-ciu minutach zaczną się one pienić. Wlewamy wtedy oliwę oraz sól i dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy mąkę i mieszamy, aż otrzymamy dość gęste ciasto. Stolnicę należy lekko posypać dodatkową mąką i wyłożyć na nią ciasto i ugniatać około 2 minut, aż ciasto będzie elastyczne. Przekładamy “kulę” ciasta do jakiejś lekko wysmarowanej oliwą miski, samo ciasto również lekko smarujemy oliwą, przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Po około 45 minutach, ciasto powinno zwiększyć swą ojętość do dwukrotnej wielkości. Przebijamy ciasto pośrodku (by nagromadzone w nim powietrze uszło), znowu przykrywamy i odstawiamy jeszcze na 30 minut.
Wykładamy ciasto ponownie na posypaną mąką stolnicę, lekko ugniatamy i dzielimy na cztery części, dając mu jeszcze “odpocząć” przed użyciem, przez około 15 minut.
Niezużytą część ciasta możemy zamrozić (zachowuje wszystkie swe wartości przez 1 miesąc) lub przez krótki okres (2-3 dni) przechować w lodówce.
Gdy ciasto gotowe, możemy przystąpić do grillowania naszej pizzy.

pizza z grilla

Grill rozgrzewamy do wysokiej temperatury. Z ciasta formujemy “placek” o dowolnym kształcie, smarujemy jedną stronę oliwą i układamy tą stroną na grillu. Kiedy ciasto zacznie się lekko przypiekać od spodu (około 1-2 minuty) smarujemy je oliwą z wierzchu i przekładamy na drugą stronę.
Pizzę możemy przygotować z ogromną ilością dodatków, … moja ulubiona to … tylko sos pomidorowy z bazylią i duża ilość startego sera (mozzarella i fontina).

Jeżeli ktoś uważa, że przygotowanie pizzy to jednak dla niego zbyt dużo pracy, może pójść “na łatwiznę” i przygotować “banalne” ale jakże smakowite grzanki z pszennego pieczywa

grzanki z wołowiną
… Tereni i moim Gościom, smakują z cienko krajaną peklowaną wołowiną, karmelizowaną cebulką, serem cheddar i pomidorem (do swoich lubię dodatkowo dorzucić parę małych krążków marynowanej jalapeno).

Proponuję Wam dziś również, na lekką kolację do lampki Białego Merlot, kanapkę z sałatką z tuńczyka … możemy zrobić ją z pozostałego nam, grillowanego wcześniej tuńczyka, ale nie koniecznie (doskonały będzie również  tuńczyk z puszki)

sałatka z tuńczyka i fasoli

… Kanapki te wraz z sałatką i sosem do niej, przygotujecie w niespełna 20 minut. Polecam …

i jak zwykle życzę Wszystkim Smacznego

Surf and Turf

Jak jemu nie za ciepło pod tą skorupą ? 🙂

… temperatury u mnie, jak w środku lata … deszcz padał w ciągu ostatniego miesiąca tylko dwa razy, zielsko lekko wyschnięte … a żółwisko ma to gdzieś i łazi po ogrodzie. Wieczorami natomiast biegają u mnie dzikie króliki i podżerają żółwiowi resztki trawy … muszę znowu zacząć żółwia dokarmiać, bo przy tak marnym tempie jego wzrostu, zupy wyszło by co najwyżej, dwie filiżanki
🙂 😉

… no to jedziemy dalej z szybkimi i łatwymi daniami i dankami.

Na Florydzie trochę za ciepło, (temp. w dzień dochodzi do około 40*C) więc nie chce mnie się czekać z wędką na brzegu Atlantyku, by coś się na haczyku uwiesiło … polazłem więc na stoisko z owocami morza i … przywieźli właśnie świeże, dorodne sumiki (catfish).
Po krótkim zastanowieniu, co z nich przygotuję (miałem ochotę na zupę) padło, że jednak wrzucę je na grilla.

Terenia bardzo lubi na talerzu “zielsko wszelakie” więc postanowiłem, że upieczone “sumie filety”, posadowię na “zielonym łóżeczku”.

… oczywiście mogła by na talerzu znaleźć się każda inna rybka ale wypadło właśnie na ‘catfish” (przepis tutaj). Do skropienia zielska przygotowałem vinaigrette parmigiano-reggiano, (możecie oczywiście, zrobić jakiś inny Wasz ulubiony vinaigrette, lub zgoła jakiś zupełnie nowy, puszczając wodze kulinarnej fantazji, generalnie pamiętając o proporcji oliwy do octu, możemy zrobić praktycznie wszystko co nam wpadnie do głowy), oczywiście przepis na vinaigrette znajdziecie również w podanym powyżej linku na rybę.

Był “surf” no to teraz zgodnie z tytułem tego postu, “turf”.

Byłem niedawno u znajomych na piwku. Jako przekąskę podano grillowane skrzydełka, … zatęskniłem tak bardzo za ich przyrządzeniem, że natychmiast po opuszczeniu towarzystwa, nie bacząc na dość późną już godzinę, popędziłem do sklepu kupić skrzydełka.
Godzina była późna, na półkach chłodniczych z drobiem jakieś niedobitki … dopadłem człowieka wykładającego towar w dziale mięsnym i grzecznie zapytałem o skrzydełka.
Popatrzył na mnie lekko zdziwiony – komu to się po nocy świeżych skrzydełek zachciewa ? – zapewne pomyślał ale pomaszerował do magazynu i przyniósł wielki karton ze świeżutkimi skrzydełkami. Wybrałem sobie dwa duże opakowania (po około 4 funty każde) i grzecznie, by nie powiedzieć wylewnie, (przeca nie musiał łazić do “tyłu sklepu”, ale … mu się chciało), podziękowałem.
Popatrzył jeszcze bardziej zdziwiony
🙂

Skrzydełka drobiowe z grilla, są daniem przy którym nie ma prawie nic do roboty. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie przygotowanie marynaty i sosu “skrzydełka same się robią” (jeżeli zalane marynatą wrzucić do lodówki – same się zamarynują … później wrzucone na grilla – same się upieką) … no “sama” przyjemność
🙂
Tym razem zrobiłem: glazurowane skrzydełka z sosem serowym

glazurowane skrzydełka z sosem serowym

… nie będę tego dania szczególnie zachwalał … sami przecież wiecie jak smakują słodko, pikantne skrzydełka z Bleu Cheese Dressing
🙂

Przy okazji chciałbym Was prosić i zarazem przypomnieć, że na wiele być może egzotycznie brzmiących nazw składników dań, (czasami w Polsce mało znanych i dość drogich), można zastąpić tańszymi substytutami lub polskimi odpowiednikami, np ser Gorgonzola, Rokpolem.
Niech więc choć, niektóre dania będą tylko inspiracją i dopasujecie je do Waszych smaków.

W zeszłym tygodniu, były jeszcze burgerki.
Niektórym “kojarzy się to natychmiast” … ze znaną siecią restauracji … gdzie ociekający tłuszczem klops, o konzystencji trocin zmieszanych z papierem toaletowym, z wyciekającym z niego, bliżej nie zidentyfikowanym różowym płynem to słynny burger,  … otóż wcale tak być nie musi i nie jest … sami przekręćmy przez maszynkę kawałek Antrykotu czy Rozbratla,  (tym bardziej, iż z przykrością sobie przypominam, że z polskiej wołowiny wykroić dobrego steka na grilla, można praktycznie było, tylko z polędwicy … być może jednak coś już się zmieniło na lepsze).
Z braku dobrych burgerowych bułek, postanowiłem użyć prawdziwy żytni chleb na zakwasie, a mięsko upchałem w “paprykowe pierścienie”. Tak powstały PepBurgery

PepBurger

Otrzymałem niedawno pocztą elektroniczną list, w którym prócz pochwał (nieskromnie przyznaję i co zawsze bardzo mnie cieszy, że komuś moja domowa kuchnia smakuje), zapytanie dotyczące czosnku.
Chodzi mianowicie o to, że ząbki czosnku ciężko się “skubie”.
Być może ta “skubana” informacja, przyda się komuś jeszcze, więc miast odpowiedzieć indywidualnie, robię to tutaj.

Odkrawamy cienki plasterek u nasady ząbka czosnku a nastepnie rozgniatamy czosnek na desce płaską częścią noża …


… sucha skorupka bardzo łatwo odchodzi od pozostałej części.
Jeżeli zamierzamy czosnek bardzo drobno posiekać, to w trakcie siekania, rozcieramy go na desce, płaską powierzchnią noża …
czosnek
… po kilkakrotnym takim zabiegu, nasz czosneczek jest bardzo drobniutko posiekany.
Przechowujemy posiekany czosnek w lodówce w bardzo szczelnym pojemniku …

czosnek
… jeżeli zamierzamy go przechowywać dłużej niż tydzień należy dodać do niego soli.

Jak zwykle pozdrawiam Was niezmiernie smakowicie i serdecznie.

ps – na początku tygodnia, w tzw “międzyczasie”, niczym meteoryt, przemknęła łopatka pieczona w wolnowarze.
Dla miłośników Slow Cooker przepis
tutaj

… nareszcie wiosna

… po rekordowo chłodnej zimie na Florydzie (ostatnio w Palm Coast podobna była w roku 1940) od około tygodnia mamy prawdziwą wiosnę.
Temperatury w dzień około +25*C a w nocy tylko +15*C. Żółwie spacerują po ogrodzie …

… a ptactwo radośnie, od samego świtu zanosi się cudnymi trelami.

Na lokalnym “Zielonym Rynku” we Flagler Beach cała gama świeżych warzyw. Zgodnie z życzeniem małżonki, zakupiłem sałatę, pomidory, zielone ogórki, papryczki i trochę innego zielska, by przygotować, jedną z Jej ulubionych “bomb witaminowych”

… sałatę taką przygotowuje się błyskawicznie i niewiele z tym pracy.
Jej główne składniki to: zielona sałata i świeży ogórek, pomidory, papryka żółta i zielona, świeże pieczarki, czerwona cebulka no i trochę marynat, czyli czarne oliwki i marynowane z kaparami w oliwie karczochy. Na każdą porcję ułozyłem pokrajane w ćwiartki jajka ugotowane na twardo i dodałem na nie czerwonego kawioru a całość skropiłem sosem winegret (przepis tutaj) i posypałem startym cheddar’em lubo też parmesan’em w drugiej wersji.
Uwaga: … jeżeli ktoś nie lubi kawioru, można go z powodzeniem zastąpić kawałeczkami wędzonego łososia lub jakiejkolwiek innej wędzonej ryby

Nie wszyscy jednak są tylko na zielonej diecie i na samym zielu człek nie wyżyje, więc dodatkowo (co miałem “pod ręką”) coś bardziej “treściwego” wrzuciłem na grilla.

Na samym początku (gdyż pieką się najdłużej), kilka młodych czerwonych ziemniaczków, posmarowanych oliwą i posypanych grubo mieloną morską solą …
… następnie, pieczarki chwilę marynowane w białym wytrawnym winie i owinięte w plastry wędzonego boczku …

… a na samym końcu, dość grube kawałki schabu bez kości, zamarynowane w oliwie, winie z balsamicznym octem, wielokolorowym, grubo mielonym pieprzem i odrobiną świeżego, posiekanego drobno czosnku, gałązką rozmarynu i szczyptą soli.

Całość na talerzu nie wyglądała “przeładowana”, ale w swej treści była wraz ze schłodzonym Chardonay bardzo pożywna

… zresztą dania przygotowane w ogrodowej kuchni i pałaszowane na tarasie, wśród śpiewu ptaków, zawsze lepiej smakują.

wiosonne smacznego

meksykańskie modyfikacje

Byłem niedawno z małżonką w bardzo przyjaznej knajpeczce, na późnym śniadaniu.
W podanym nam menu znalazłem meksykańską Casadia. Podawano ją jednak dopiero w porze lunch’u a godzina była jeszcze zbyt wczesna.
Poprosiłem więc do naszego stołu, Szefa Kuchni i uprzejmie go zapytałem, czy nie zechciał by w drodze wyjatku, przygotować dla nas to danie.
Chef się zgodził i po około 20 minutach wylądowała na naszym stole potężna Casadia …
… pachnąca świeżością mięska i warzyw. Potrawa imponująca swym rozmaiarem na dużym półmisku, okazała się niezwykle smakowita. Dawno już takiej smacznej nie jadłem.

Wczoraj, Teresce przypomniała sie owa potrawa i zażyczyła ją sobie na obiad. Nie miałem akurat w lodówce ani piersi kurczaka, ani świeżej lodowej sałaty … do sklepu nie chciało mnie się jechać, więc zrobiłem z tego co miałem dostępne.
Tak więc kurczaka zastąpiłem schabem, sałatę marynowanymi karczochami i szczypiorem, zwykłą cebulę czerwoną, dodałem jeszcze trzy tomatilos, (które akurat błąkały się w lodówkowej półce z warzywami). Ser, jalapeno, salsę i kwaśną śmietanę mam zawsze, no i co najważniejsze, pozostały jeszcze dwa duże placki tortilla, których nie zużyłem do buritos (placki kukurydziane były z dodatkiem szpinaku, ale to w niczym nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie).

Przystapiłem więc do dzieła i oto efekt: casadia à la Chef Paul

casadia à la Chef Paul

Małżowe gusta zostały zaspokojone, zebrałem garść pochwał i nieskromnie dodam, że nawet i mnie smakowała bardziej niż jej restauracyjny pierwowzór. Być może dlatego, że uwielbiam marynowane karczochy i przedkładam schabik z nutką czosnku, nad kurzęce cycki.

Jeżeli już stoimy sobie przy grillu, to dla przypomnienia, jedna z moich ulubionych grillowych potraw – skrzydełka “Diablo” … kilka dni temu, zajadaliśmy się nimi popijając tequilą z pomarańczowym sokiem i grenadine czyli popularnym “wschodzącym słońcem”.

skrzydełka Diablo

Pamiętając o zapytaniu Koleżanki Brazy podaję również, zeszłotygodniowy krem z brokułów

krem z brokułów

jak zwykle …  Wszystkich smakowicie i niezmiernie serdecznie pozdrawiam