“finger food” …

Kilka dni temu miałem zapowiedzianą, wieczorną wizytę “niekolacyjnych” Gości … na wstępie, zapowiedziano telefonicznie: “nie szykuj żadnej kolacji … przyjedziemy już po” … dobra, ale co ? … o suchym pysku będziemy tak siedzieć ? … bez żadnej przekąski do napitków ?

To nie u mnie … nie miałem jednak tego dnia żadnej “kulinarnej weny” … co by tutaj nowgo przygotować ? (zapowiedziani Goście czasami u mnie bywają, jeden z nich jest Szefem Kuchni i Inspektorem Federalnym, nie mogłem więc zrobić czegoś co już było) … problem polegał na tym, że za oknem była paskudna pogoda i nie chciało mnie się nigdzie wychodzić … chciałem zrobić coś, ze składników które miałem dostępne w swej kuchni …
… rankiem tego dnia, prowadziłem sobie sympatyczne pogaduchy na Forum “
BudujemyDom” … no i … moi dyskutanci – w szczególności Koleżanka “Czapi” oraz Koledzy “Trzylwy” i “Bajbaga” – pobudzili moją wyobraźnię, … z ich pomocą … wpadłem na jakieś pomysły i przygotowałem:

Roladę z Tortilla na zimno
… czyli “wrzuciłem byle co” do gotowego kukurydzianego placka, a mianowicie: świeży szpinak, szynkę, ser szwajcarski i czarne oliwki, całość przyprawiając sosem z pleśniowego sera

Mini szaszłyczki wieprzowe
… dwa schabowe kotlety pokrajane w kostkę, plastry wędzonego boczku, kawałki zielonej słodkiej papryki i czerwonej cebuli wraz z grzybkami Portobello … dodałem do tego świeżo zrobiony sos BBQ na bazie jałowcówki

Roladki drobiowe s suszonym pomidorem
… czyli rozwałkowałem dwa “kurzęce cycki”, faszerując je plastrami wędzonego boczku i marynowanym w oliwie suszonym pomidorem z kaparami, podałem na sosie ze świeżych pomidorów.

Bruschetta była dobrym do tego wszystkiego dodatkiem a  naleweczki i wina z domowego barku, akurat do takiego zestawu pasowały.

Koleżeństwu z Forum Budujemy Dom, serdecznie dziekuję za wspomożenie.

zawijanie, rolowanie …

Od czasu Święta Dziękczynienia … czyli rolowania indyka, coś mnie wzięło na zwijanie i rolowanie.
Mieliśmy już dość indyka ale rolowanie jeszcze jakoś we mnie tkwiło.
Dla odmiany TexMex – pomyślałem – znowu się ochłodziło (ach to “globalne ocieplenie”), z zamrażarki wydobyłem duże tortillas, by sobie trochę pozawijać. Przygotowanie buritos akurat do zawijania pasowało.

Burritos amerykańskie nieco się różnią, od ich meksykańskiego pierwowzoru.
Jak meksykańska wieść gminna niesie, Burritos powstały przez przypadek. Pewien meksykański “mobilny restaurator” z okolic El Paso del Norte, w czasach Rewolucji Meksykańskiej, sprzedawał swoje Tacos, przemieszczając całą swą “restaurację” na grzbiecie osiołka. Główne składniki Tacos (mielone mięso, fasola i ryż) by mu za szybko nie wystygły, zawinął w placki Tortillas. Przez przypadek chyba (może miał za długą kolejkę głodnych, rozeźlonych rewolucjonistów) sprzedał im te zawiniątka, które im bardzo zasmakowały. Nazwa “Burritos” pochodzi od z hiszpańskiego “burro” (osioł).
Meksykańskie tradycyjne Burritos są więc nadziane tylko mięsem, fasolą i ryżem i mniejsze od wersji amerykańskiej, która zawiera dodatkowo jeszcze inne składniki (mogą się one różnić) ale głównie to: sałata, ser, posiekane pomidory lub avocado i inne.

W swej wersji postanowiłem pozwijać: mielone wołowe mięso (odpowiednio przygotowane z wieloma przyprawami), oczywiście fasolowe purée, starty dość grubo Cheddar, rozdrobnione liście sałaty, i świeżo przygotowaną pomidorową salsę.

Na stole wylądowały burritos Chef Paul’s które, dodatkowo posypałem z wierzchu startym serm (nieco mi zostało) i polałem resztą salsy (również zrobiłem trochę więcej). Ponieważ wg Tereni, salsa była dla niej lekko za pikantna, dołożyłem ukwaszonej kremówki.

Rolowania jednak dość nie miałem. Miałem za to piękny kawałek górnej zrazowej. Można z takiego kawałka, zrobić wspaniałą pieczeń z czosneczkiem i marynowanym zielonym pieprzem … ale ja nie … rolować mi się chciało.
No i pierwsza przeszkoda … zabrakło w mej lodówce wędzonego boczku (który jak wiadomo, jest nieodzownym składnikiem do tradycyjnych polskich zrazów wołowych) … nic to – pomyślałem – substytutem boczku może być przecież … pyszniąca się pięknie na lodówkowej półce, peklowana, prasowana słoninka, którą przywlokłem całkiem niedawno z polskiego sklepu. Kiszone ogóreczki były (kiszę w małym kamiennym garnczku, zgrabne małe ogóreczki, dostępne u mnie przez cały rok, które to gdy już ukiszone, pakuję w spożywcze woreczki i przechowuję w najchłodniejszej części lodówki. Sięgam po nie gdy mam ochotę na czystą zmrożoną). Były jeszcze suszone, kalifornijskie śliwki “węgierki”, które postanowiłem dorzucić do zrazów, wraz z pokrajaną w piórka cebulką i oczywiście kawałeczkiem skórki z razowego chleba.
Rozbiłem tłuczkiem mięcho, zgrabnie zrolowałem, spinając całość wykałaczkami i na patelnię, z rozgrzaną na niej minimalną ilością słonecznikowego oleju.

Zawsze układam na patelni i obsmażam zrazy, najpierw w miejscu końcówki zawijańca. Białko zawarte w mięsie, pięknie się ścina i pozwala na wyjęcie wykałaczek, takie “ciała obce” drażnią mnie niebywale, więc je wyjmuję kiedy tylko zraz się “zamknie” i rumienię mięsko dookoła, dodając następnie pokrajaną w półtalarki cebulkę i ząbki czosnku, przykrywam i duszę na małym ogniu około półtorej godziny, podlewając od czasu do czasu, wodą zmieszaną z czerwonym wytrawnym winkiem (w proporcji 1/4 wina).

Przez czas cały w kuchni pięknie pachniało, a ja rozmyślałem z czym by tutaj te zraziki podać.
Na półce z warzywami leżały sobie więdnąc smętnie, małe buraczki (miałem z nich zrobić czysty barszcz na indycze święto, ale barszcz zastąpiłem większą ilością wina). Postanowiłem skrócić ich męczarnie. Upiekłem je w piekarniku, następnie obrałem a w czasie ich obierania zredukowałem na patelni o 3/4 dwie szklanki Merlot. Obrane buraczki rozkroiłem na połówki i wrzuciłem do żaroodpornej miseczki, posypałem lekko solą i pieprzem oraz minimalną ilością suszonego rozmarynu, zalałem redukcją i wstawiłem na powrót do piekarnika.
Po chwili zapach pieczonych zrazów zaczął się mieszać z zapachem pieczonych buraczków, a mnie wonie te przyprawiły o skręt kiszek z głodu. Czas naglił, Terenia już była prawie za zakrętem przed naszym domem i zaraz zapewne poczuje przygotowywaną kolację. Rozgrzałem więc szybciutko na patelni przednią oliwę, pokrajałem kawałek pszennej bułki, posypałem mieszanką ziół do Bruschetta (mam zawsze przygotowany w jednym z “przyprawowych słoiczków” mały jej zapas) i w ciągu minuty grzanki były gotowe. Przygotowanie kremu chrzanowo-czosnkowego trwa mniej niż minutę (mieszamy tylko ukwaszoną kremówkę z chrzanem i pokrajanymi w cieniutkie plastereczki marynowanego w oliwie z ziołami czosnku – który chyba każdy z Was ma – a jeżeli nie ma, to bardzo łatwo zrobić: należy oczyszczone ząbki czosnku zasypać ulubionymi ziołami – komu się nie chce kombinować, może użyć mieszanki ziół prowansalskich – i zalać dobrą oliwą, po kilku dniach mamy marynowany czosneczek i dodatkowo wspaniałą oliwkę do pieczywa i nie tylko).

W czasie gdy otwierały się drzwi garażowe wszystko już miałem na talerzach …

… i nalewałem wino do kieliszków.

Na propozycję – zupa krem kalafiorowo-brokułowy – Terenia nie miała ochoty, twierdząc stanowczo, że się odchudza (znowu … i nie widomo z czego).

Smakowicie, jak zwykle pozdrawiam.

Święto Dziękczynienia … czyli indyk

Już na dwa tygodnie przed tym świętem, Terenia przytargała z pracy zamrożoną, niewielką, młodą indyczkę, ważącą około 5 kg.
Ponieważ tego roku, postanowiliśmy “Thanksgiving“, spędzić tylko we dwoje, miast indyka tradycyjnie piec w całości, musiałem przerobić go jakoś inaczej … no bo ile razy można jeść odgrzewanego, pieczonego indyka, którego nijak zjeść się nie da tylko we dwoje … nawet jak jest taki niewielki.

Indyczkę “rozebrałem” na elementy, z piersi i marynowanego, zmielonego mięsa nóg … postanowiłem na świąteczną kolację zrobić rolady z indyczym grzybowym sosem …

… pozostałą część rolady, można było zachować w galarecie

Podałem je tradycjnie z dodatkiem “yams” (słodkie ziemniaki), które przyrządziłem utłuczone, z dodatkiem masła, ukwaszonej kremówki, posiekanej świeżej natki pietruszki i … chrzanu

Zamiast podawanaego do indyka – zwykle w ten dzień – “stuffing’u” (na bazie chleba z warzywami), upiekłem placek ziemniaczany z grzybami

Indycze skóry, podroby, skrzydła, pokaźną szyję i szkielet ugotowałem. Bulion zamroziłem w pojemnikach, a kości obrałem z mięsa i zalałem galaretą (na bazie części bulionu)

Z pozostałego mielonego mięsa zrobiłem “gołąbkowe klopsiki” pod pomidorowym sosem

Tym sposobem cały indyk został przerobiony na kilka potraw … nie cierpię aby się w mojej kuchni, marnowało jedzenie.

z pozdróweczkami indyczymi

Surf and Turf

Jak jemu nie za ciepło pod tą skorupą ? 🙂

… temperatury u mnie, jak w środku lata … deszcz padał w ciągu ostatniego miesiąca tylko dwa razy, zielsko lekko wyschnięte … a żółwisko ma to gdzieś i łazi po ogrodzie. Wieczorami natomiast biegają u mnie dzikie króliki i podżerają żółwiowi resztki trawy … muszę znowu zacząć żółwia dokarmiać, bo przy tak marnym tempie jego wzrostu, zupy wyszło by co najwyżej, dwie filiżanki
🙂 😉

… no to jedziemy dalej z szybkimi i łatwymi daniami i dankami.

Na Florydzie trochę za ciepło, (temp. w dzień dochodzi do około 40*C) więc nie chce mnie się czekać z wędką na brzegu Atlantyku, by coś się na haczyku uwiesiło … polazłem więc na stoisko z owocami morza i … przywieźli właśnie świeże, dorodne sumiki (catfish).
Po krótkim zastanowieniu, co z nich przygotuję (miałem ochotę na zupę) padło, że jednak wrzucę je na grilla.

Terenia bardzo lubi na talerzu “zielsko wszelakie” więc postanowiłem, że upieczone “sumie filety”, posadowię na “zielonym łóżeczku”.

… oczywiście mogła by na talerzu znaleźć się każda inna rybka ale wypadło właśnie na ‘catfish” (przepis tutaj). Do skropienia zielska przygotowałem vinaigrette parmigiano-reggiano, (możecie oczywiście, zrobić jakiś inny Wasz ulubiony vinaigrette, lub zgoła jakiś zupełnie nowy, puszczając wodze kulinarnej fantazji, generalnie pamiętając o proporcji oliwy do octu, możemy zrobić praktycznie wszystko co nam wpadnie do głowy), oczywiście przepis na vinaigrette znajdziecie również w podanym powyżej linku na rybę.

Był “surf” no to teraz zgodnie z tytułem tego postu, “turf”.

Byłem niedawno u znajomych na piwku. Jako przekąskę podano grillowane skrzydełka, … zatęskniłem tak bardzo za ich przyrządzeniem, że natychmiast po opuszczeniu towarzystwa, nie bacząc na dość późną już godzinę, popędziłem do sklepu kupić skrzydełka.
Godzina była późna, na półkach chłodniczych z drobiem jakieś niedobitki … dopadłem człowieka wykładającego towar w dziale mięsnym i grzecznie zapytałem o skrzydełka.
Popatrzył na mnie lekko zdziwiony – komu to się po nocy świeżych skrzydełek zachciewa ? – zapewne pomyślał ale pomaszerował do magazynu i przyniósł wielki karton ze świeżutkimi skrzydełkami. Wybrałem sobie dwa duże opakowania (po około 4 funty każde) i grzecznie, by nie powiedzieć wylewnie, (przeca nie musiał łazić do “tyłu sklepu”, ale … mu się chciało), podziękowałem.
Popatrzył jeszcze bardziej zdziwiony
🙂

Skrzydełka drobiowe z grilla, są daniem przy którym nie ma prawie nic do roboty. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie przygotowanie marynaty i sosu “skrzydełka same się robią” (jeżeli zalane marynatą wrzucić do lodówki – same się zamarynują … później wrzucone na grilla – same się upieką) … no “sama” przyjemność
🙂
Tym razem zrobiłem: glazurowane skrzydełka z sosem serowym

glazurowane skrzydełka z sosem serowym

… nie będę tego dania szczególnie zachwalał … sami przecież wiecie jak smakują słodko, pikantne skrzydełka z Bleu Cheese Dressing
🙂

Przy okazji chciałbym Was prosić i zarazem przypomnieć, że na wiele być może egzotycznie brzmiących nazw składników dań, (czasami w Polsce mało znanych i dość drogich), można zastąpić tańszymi substytutami lub polskimi odpowiednikami, np ser Gorgonzola, Rokpolem.
Niech więc choć, niektóre dania będą tylko inspiracją i dopasujecie je do Waszych smaków.

W zeszłym tygodniu, były jeszcze burgerki.
Niektórym “kojarzy się to natychmiast” … ze znaną siecią restauracji … gdzie ociekający tłuszczem klops, o konzystencji trocin zmieszanych z papierem toaletowym, z wyciekającym z niego, bliżej nie zidentyfikowanym różowym płynem to słynny burger,  … otóż wcale tak być nie musi i nie jest … sami przekręćmy przez maszynkę kawałek Antrykotu czy Rozbratla,  (tym bardziej, iż z przykrością sobie przypominam, że z polskiej wołowiny wykroić dobrego steka na grilla, można praktycznie było, tylko z polędwicy … być może jednak coś już się zmieniło na lepsze).
Z braku dobrych burgerowych bułek, postanowiłem użyć prawdziwy żytni chleb na zakwasie, a mięsko upchałem w “paprykowe pierścienie”. Tak powstały PepBurgery

PepBurger

Otrzymałem niedawno pocztą elektroniczną list, w którym prócz pochwał (nieskromnie przyznaję i co zawsze bardzo mnie cieszy, że komuś moja domowa kuchnia smakuje), zapytanie dotyczące czosnku.
Chodzi mianowicie o to, że ząbki czosnku ciężko się “skubie”.
Być może ta “skubana” informacja, przyda się komuś jeszcze, więc miast odpowiedzieć indywidualnie, robię to tutaj.

Odkrawamy cienki plasterek u nasady ząbka czosnku a nastepnie rozgniatamy czosnek na desce płaską częścią noża …


… sucha skorupka bardzo łatwo odchodzi od pozostałej części.
Jeżeli zamierzamy czosnek bardzo drobno posiekać, to w trakcie siekania, rozcieramy go na desce, płaską powierzchnią noża …
czosnek
… po kilkakrotnym takim zabiegu, nasz czosneczek jest bardzo drobniutko posiekany.
Przechowujemy posiekany czosnek w lodówce w bardzo szczelnym pojemniku …

czosnek
… jeżeli zamierzamy go przechowywać dłużej niż tydzień należy dodać do niego soli.

Jak zwykle pozdrawiam Was niezmiernie smakowicie i serdecznie.

ps – na początku tygodnia, w tzw “międzyczasie”, niczym meteoryt, przemknęła łopatka pieczona w wolnowarze.
Dla miłośników Slow Cooker przepis
tutaj

… mała palma jak zwykle odbija …

corocznie przed moim domem 🙂

odbijająca palma

… ale … oglądaniem palmy się nie najemy 🙂
a obiecany ciąg dalszy szybkich i łatwych śniadanek i kolacyjek, czekać zbyt długo nie może, tak więc:

Grillowany “filet z kurczaka z wędzonką” … można by go nawet nazwać “uświnionym kurczakiem“, lub “drobiem wieprzowym“, z uwagi na fuzion drobiu z wieprzkiem, ale uznałem ten pomysł za zbyt karkołomny i w nazewnictwie swym mylący …

"drób wieprzowy"

Jeżeli stosownie wcześniej, “kurzęce cycki” zamarynujemy, a w czeluściach swej lodówki posiadamy, wędzony boczek i trochę polędwicy (może być szynka, lub inna wędlina “polędwico-szynko- podobna”), to wykonanie tego danka, jest dziecinnie łatwe i proste, a co ważne nie zabierze Wam więcej czasu niż pół godziny.
W trakcie pieczenia, wykonanie sosu z czerwonej cebuli, zabiera nie więcej niż 20 minut (a można go również zrobić dzień wcześniej).

Potrawa na talerzu prezentuje się samakowicie i takoż również smakuje (jak twierdzą, ci którzy jedli), składniki proste i ogólnie dostępne (z dodania szafranu można zrezygnować – co tylko w niewielkiej części, umniejszy walory smakowe) … więc do dzieła Szacowni Grillmani

jak zwykle, ze smakowitymi pozdrowieniami pozostaję

wiosna w pełni …

… kwitną magnolie

magnolie

powoli dojrzewają śliwki

Na moim ogrodzie, po długiej i jednaj z najchłodniejszych zim na Florydzie, zmarznięte bananowce (które musiałem ściąć przy samej ziemi) … pięknie na nowo odrosły


Wychodowana z pestek Papaya, przesadzona z doniczki do gruntu, jest już coraz większa

… i również Avocado rośnie “jak na drożdżach”

Zakwita także Kumquat …

i mam nadzieję, że w tym roku sarny zostawią drzewko w spokoju.

Grill pracuje oczywiście na pełnych obrotach, gdzie pieką się nie tylko karkówki, schaby i steki … ale również lekkie “dietetyczne” dania związane z wiosenną porą, takie jak jedno z ulubionych dań Tereni … grillowana pierś kurczaka, faszerowana suszonym na słońcu pomidorkiem, podawana na “łóżeczku” z zielonej sałaty z bazyliowymi grzankami.

Oczywiście nie samymi “mięsami” człowiek żyje. Doskonałymi “dostawcami” białka dla naszego organizmu są rybki wszelakie i inne “morskie robale”. Gdy będziecie odwiedzali Palm Coast na Florydzie, gorąco polecam niedawno otwartą, japońską restaurację Sakura
sushi & sashimi
… podają tam wsaniałe, świeżuteńkie, przyrządzone przez japońskiego Szefa Kuchni: sushi i sashimi

jak zwykle ze smacznymi pozdrówkami pozostaję

w poszukiwaniu “umami”

… postanowiłem tym razem zrobić kurczaka z grilla.
Jako składniki czterech podstawowych smaków wystąpiły:
– słodki – miód
– kwaśny – biały ocet winny
– gorzki – świeże liście szałwi
– słony – wędzony boczek i najzwyklejsza sól
Czy mnie się to udało ? … oceńcie sami, przygotowując kurczaka na ten sposób … biesiadnicy stwierdzili, że byłem bardzo blisko.

Przepis na Kurczaka z miodem i szałwią

http://www.chefpaul.net/grill/ChickUmami06.jpg

smacznego

Thanksgiving …

… już wprawdzie minęło (dorocznie w ostatni czwartek Listopada), ale …
Otrzymałem kilka zapytań dotyczących potraw podawanych w Święto Dziękczynienia.
Zdaję sobie sprawę, żę to już trochę późno, jednakowoż pytania nadeszły już po święcie i może przyda się poniższy tekst na rok przyszły.

Święto Dziękczynienia – Thanksgiving – ma swą tradycję od XVI wieku.
Kolonizatorzy kontynentu północno amerykańskiego (zwani Pielgrzymami) podejmowali gościnną kolacją, w okolicach dzisiejszego miasta Plymouth w stanie Massachusetts, wodza plemienia indian ze szczepu Wampanoag.
Głównym daniem wieczerzy były upolowane przez Pielgrzymów dzikie indyki z takimi dodatkami jak: słodkie czerwone ziemniaki (zwane również Camote), pieczone kolby kukurydzy, zielona fasolka i chleb z mąki kukurydzianej.
Do pieczonego indyka podawano konfiturę z borówek oraz sos z wywaru od pieczenia.
Tradycjnym dodatkiem do dania głównego, jest również tzw “stuffing” stanowiący nadzienie pieczonego indyka (składający się głównie z podrobów, zmieszanych z cebulą i pokruszonym kukurydzianym chlebem)

Tak więc nie odbiegajac od miejscowych tradycji i w mym domu, podaje się w tym dniu na kolację indyka jako danie główne

Obrazek

… prócz indyka podaję pieczone ziemniaki (w tym tradycyjne Camote), zieloną fasolkę gotowaną na parze z tartą bułeczką i masłem, gotowaną w kolbach słodką kukurydzę i dodatkowo: szpinak Florentine (zawsze przynajmniej z dwoma gatunkami twardego sera).
Indyka czasami nadziewam tradycyjnym “stuffing’iem”, czasmi przygotowuję go (stuffing) i zapiekam w piekarniku jako osobne danie (tak zrobiłem w tym roku), indyka tymczasem zamarynowałem w soku z jabłek i ananasów i jabłkami nafaszerowałem a pociętego w “szóstki” świeżego ananasa upiekłem na grillu (posypując go w trakcie pieczenia trzcinowym cukrem który się pięknie skarmelizował)
Do indyka podaję jeszcze jak zwykle sos z pieczeni oraz konfiturę borówkowo gruszkową (przygotowaną na bazie suszonych borówek) z dodatkiem świeżych gruszek. Tego roku były dwie wersje borówkowego sosu, … połowę sosu zrobiłem pikantną dodając posiekaną marynowaną papryczkę jalapeno (ku memu zdziwieniu został “zmieciony” ze stołu w pierwszej kolejności, głównie przez kobietki).

Nie poświęcam zbyt wiele uwagi na wymyślny garnier. U mnie, to co na stole musi wszystkim smakować, dla mnie najbardziej liczy się piąty smak “umami” … staram się unikać jak najbardziej chemii spożywczej wszechobecnej w dzisiejszej gastronomii … w pracy to dość trudne, w domowej kuchni znacznie łatwiej.

Z coraz bardziej świątecznymi pozdrówkami pozostaję.

kabaczków i cukini – wariacji ciąg dalszy

… W Polsce sezon kabaczkowo – cukiniowy (zbliża się ogórkowy, … nawet widać go “za rogiem” ) więc na chwilę niemal ostatnią, co jeszcze zrobić z tych warzywek można.
Ponieważ grilla używam nieomal codziennie, będzie więc również trochę z grilla (ale przecież prawie zawsze, można go zastąpić piekarnikiem).

Dziś przedstawiam dania szybkie i łatwe do przygotowania, byśmy wiecej naszego cennego wakacyjnego czasu, spędzać mogli na wypoczynku i zabawie, zamiast sterczeć przy kuchni (choć z tego co ostatnio słyszę, dla wielu osób czas spędzony w kuchni, a jeszcze bardziej przy grillu, jest właśnie czasem relaksu – co to się porobiło ? )

Na przygotowanie Pasty, czyli mówiąc zrozumiale makaronu, każdy zna dziesiątki sposobów. Dorzucę Wam do tej kolekcji jeszcze jeden, a mianowicie: makaron z cukinią i kabaczkiem

makaron z cukinią i kabaczkiem

… przygotowanie tego dania jest niezmiernie proste, a dodatki … w postaci grillowanego, faszerowanego drobiowego udka w bekonowej osłonce, czy do wyboru, grillowanych krewetek królewskich … są smaczne i z warzywną pastą dobrze się komponują.

Może już wystarczy na dziś o grillu. Przejdźmy do dania, którego wykonanie jest szybsze od napisania jego receptury i tego postu.
Jest to zupa porowa z groszkiem … w sam raz na obecną porę roku, gdzie wszystkie świeże składniki, mamy niemal pod ręką.

zupa porowa z groszkiem

Podałem tą zupę dziś dlatego, że dokładnie w taki sam sposób, gotujemy zupę kabaczkową lub cukiniową a jak ktoś lubi to cukiniowo-kabaczkową, zastępując por właśnie tym ogóro-podobnym warzywkiem.

Jak zwykle pozdrawiam Was serdecznie, smacznie i cieplutko.

kolacyjki na tarasie

… ostatni weekend, to dwa wspaniałe wieczory spędzone w gronie przyjaciół.
Pogoda u mnie ostatnio się poprawiła i znowu mamy temperaturki we florydzkiej normie, więc wieczory spędzamy na tarasie.

W sobotę znowu spotkanie w gronie lotników.
Na zimną przekąskę, jako wstęp do kolacyjki przygotowałem ozorki peklowane w galarecie. Były troszkę inaczej zrobione niż zazwyczaj. Do ozorków dodałem różowego grapefruta z pierwszych dojrzewających owoców.

Danie główne na ten wieczór, to kurki kornwalijskie z boczkiem i konfiturą cebulową. Jak wiadomo lotnicy ponad wszystko przedkładają latanie, więc ptactwo wszelakie jest ich daniem ulubionym.

Małe te ptaszki, są bardzo smaczne i łatwo je można przygotować, na różne sposoby.

Do kurek podałem kopytka, czyli mówiąc po poznańsku “szagówki”, z sosem brunatnym.

W niedzielę odwiedzili nas, dawno nie widziani przyjaciele z Pennsylvania.
Asia i Andrzej wybrali na tegoroczne wakacje Florydę, była więc okazja do spotkania.
Kolacyjka oczywiście na tarasie. Jako gorącą przekąskę podałem ciasteczka Tortilla.

Bardzo lubię TexMex, a ostatnio popularyzowane w handlu, chipsy “Tortilla Scoops” z białej kukurydzianej mąki, doskonale nadają się do przygotowania tego rodzaju przekąski.

Ponieważ o pobycie moich przyjaciół, dowiedziałem się na jeden dzień przed ich przyjazdem, czasu miałem niewiele na przygotowanie dania głównego. Zawsze w takich przypadkach sprawdza sie poledwiczka, którą bardzo szybko możemy przygotować na różne sposoby. Wybrałem polędwiczkę z pomidorami (suszone marynowane w oleju pomidory, zawsze mam w lodówce).

Polędwiczki podałem, z cienko pokrajanym ogóreczkiem małosolnym i koktajlowymi pomidorkami oraz z gorącym chlebkiem czosnkowym, który możemy przygotować błyskawicznie, z każdego rodzaju pszenno – żytniego pieczywa.