Święto Dziękczynienia … czyli indyk

Już na dwa tygodnie przed tym świętem, Terenia przytargała z pracy zamrożoną, niewielką, młodą indyczkę, ważącą około 5 kg.
Ponieważ tego roku, postanowiliśmy “Thanksgiving“, spędzić tylko we dwoje, miast indyka tradycyjnie piec w całości, musiałem przerobić go jakoś inaczej … no bo ile razy można jeść odgrzewanego, pieczonego indyka, którego nijak zjeść się nie da tylko we dwoje … nawet jak jest taki niewielki.

Indyczkę “rozebrałem” na elementy, z piersi i marynowanego, zmielonego mięsa nóg … postanowiłem na świąteczną kolację zrobić rolady z indyczym grzybowym sosem …

… pozostałą część rolady, można było zachować w galarecie

Podałem je tradycjnie z dodatkiem “yams” (słodkie ziemniaki), które przyrządziłem utłuczone, z dodatkiem masła, ukwaszonej kremówki, posiekanej świeżej natki pietruszki i … chrzanu

Zamiast podawanaego do indyka – zwykle w ten dzień – “stuffing’u” (na bazie chleba z warzywami), upiekłem placek ziemniaczany z grzybami

Indycze skóry, podroby, skrzydła, pokaźną szyję i szkielet ugotowałem. Bulion zamroziłem w pojemnikach, a kości obrałem z mięsa i zalałem galaretą (na bazie części bulionu)

Z pozostałego mielonego mięsa zrobiłem “gołąbkowe klopsiki” pod pomidorowym sosem

Tym sposobem cały indyk został przerobiony na kilka potraw … nie cierpię aby się w mojej kuchni, marnowało jedzenie.

z pozdróweczkami indyczymi

… ocieplenie klimatyczne ?

gdzie ? … napewno nie na Florydzie
Ostanie kilka dni, to u mnie rekordy zimna o tej porze roku. W nocy temperatura spada do + 9*C, w dzień zaledwie +18*C.
Tak niskich temperatur, nie pamiętają nawet najstarsi Indianie.
Na tak zimne wieczory i poranki, nie ma jak to, mocna kawa z rumem, czekoladą, listkiem mięty i spienioną śmietanką.

Zima coraz bliżej i barwy jesieni coraz bardziej to pokazują

Kumquaty powoli dojrzewają, niebawem zostaną przerobione na nalewkę i pyszną konfiturkę

Jakiś czas temu, w miejscowości w której mieszkam, otwarł się sklep z polskimi artykułami spożywczymi. Mirek i Iwonka (właściciele) sprowadzają nie tylko z Polski, coraz większy asortyment towaru.
Dostać tam można, doskonałej jakości polskie wędliny, sery, soki (bardzo lubię z czarnej porzeczki) i inne artykuły spożywcze. Życzę im prężnego rozwoju i z prawdziwą przyjemnością reklamuję ich Firmę.

Niedawno zakupiłem właśnie u nich śledzie, z których przygotowałem zakąseczkę do zmrożonej wódeczności, dla mych Gości z Polski,
Śledzie z grzybami w pomidorowym sosie
Użyłem następujących składników:
1/2 kg matiasów w oleju
3 łyżki oliwy
2 szalotki
1 szklanka marynowanych w occie grzybów (miałem akurat pod ręką opieńki i boczniaki – lepsze bedą jednak marynowane małe podgrzybki)
1 szklanka pikantnego pomidorowego sosu (wg tego przepisu)
3 łyżki ukwaszonej kremówki
sól i pieprz ziołowy do smaku

Płaty śledzi pokrajałem w kawałki o długości około 3 cm, szalotkę w cienkie półtalarki (które lekko zblanszowałem) i wraz z matiasami zalałem oliwą, posypując całość świeżo, grubo zmielonym ziołowym pieprzem, odstawiając szczelnie zamknięte do lodówki na 12 godzin.
Boczniaki posiekałem, małe opieńki pozostawiłem w całości.
Octową marynatę (około 1/4 szklanki) wymieszałem wraz ze śmietaną i oliwą z olejem, zlaną ze śledzi, oraz z pikantnym pomidorowym sosem.
Wymieszałem przygotowane grzyby (wraz z marchewką i cebulką z marynaty) ze śledziami z szalotką i zalałem przygotowanym sosem.
Ostawiłem szczelnie zamknięte do lodówki (pod kluczem – co by nikogo nie kusiło) na dobę i dopiero następnego dnia podałem do stołu.

… w jesienno-śledziowym nastroju
jak zwykle smakowicie Was pozdrawiam