Slow Cooker czyli wolnowar

W ostatnim wydaniu miesięcznika “Bon Apepetit” w jednym z wiodących artykułów możemy przeczytać o “powrocie do łask” potraw jednogarnkowych, … w tym oczywiście przygotowywanych w wolnowarze.
Zainspirowany, wyciągnąłem z czeluści kuchennych szaf, trochę już zapomniany i niezbyt często używany, swój “Slow Cooker”.
Zakupiony już lata temu, wtedy jeden z najbardziej nowoczesnych modeli, – wyposażony w funkcje podwójnego cyklu gotowania w różnych temperaturach oraz probierza, pozwalającego na automatyczne ustawienie gotowania, do czasu osiągnięcia ustawionej temperatury naszej potrawy (jest to bardzo wygodna funkcja, np w pieczeniu mięsa) – uznałem, że spełni moje wymagania nawet w bardziej skomplikowanych procesach przygotowania dań jednogarnkowych.

Przygotowałem moje ulubione żeberka z kapustą i papryką.
Pojechałem więc do pobliskiego sklepu w celu zakupu tychże (prócz żeberek, wszystkie pozostałe składniki miałem w swej kuchni) – lepsze do tej potrawy są żeberka uprzednio zapeklowane, ale na Florydzie nic takiego nie uświadczysz, … apetyt na żeberka był dzisiaj, więc nie pozostało nic innego, jak przygotować potrawę z żeberek świeżych.
Oto składniki potrzebne do przygotowania tej potrawy:


1.5 kg żeberek wieprzowych, 1 kg kwaszonej kapusty, połowa główki białej kapusty, 1 czerwona papryka, połowa dużej czerwonej cebuli, 4 ząbki czosnku, 1 łyżeczka suszonego estragonu, 5 dużych plastrów wędzonego boczku (około 10 dkg), 2 łyżki mąki, pół litra bulionu warzywnego, kieliszek gin’u (około 50 ml), 2 łyżki smalcu oraz sól i pieprz do smaku.

Wszystkie składniki nim trafią do naszego wolnowaru, muszą zostać stosownie przygotowane, … jak to zrobić i cały proces ich przygotowania, znajdziecie tutaj … nie zabiera to więcej niż 15-20 minut.
Wrzucamy więc wszystko do naszego “gara wolnowara” nastawiamy czas gotowania (w zależności od urządzenia jakie posiadacie, będzie to od 6 do 8 godzin) i możemy opuścić kuchnię …

… samo się ugotuje, a my w tym czasie możemy zająć się czymkolwiek … np pojechać na ryby, do przygotowaniania naszej następnej potrawy w “slow cooker” … o czym w następnym artykule dotyczącym gotowania w tym wygodnym urządzeniu.

Pozdrawiam jak zwykle smakowicie i niezmiernie serdecznie.

trzy zielone jabłuszka …

… leżały sobie na półmisku z innymi owocami. Jabłuszka kwaśne były jak “ocet siedmiu złodzieji”. Nikt ich nie chciał zjeść, zaczynały powoli się marszczyć ze złości …

… więc, się nad nimi zlitowałem i postanowiłem przerobić na coś pożytecznego dla domowej społeczności.
W moim dziele, pomógł mnie kielich Chardonnay z kalifornijskich piwnic Fishera – który smętnie spoglądał z nie opróżnionej do końca karafki z porzedniego wieczora, średniej wielkości czerwona cebula, masełko, suszona pietruszka i inne składniki, które miałem akurat “pod ręką”.
Jeśliś ktoś zainteresowany, jak przebiegał proces tworzenia sosu … zapraszam tutaj

Sos jabłkowo-cebulowy spelnił moje oczekiwania smakowe, więc musiałem coś do tegoż sosiku dołożyć.
Nie często zdarza, abym w tej kolejności w kuchni pracował …
… wpadła mnie w łapki, świeżutka ładna polędwiczka wieprzowa a jak ogólnie wiadomo, ten kawałek wieprzowego mięsiwa jest wyjątkowo smaczny i uznałem, że jest godzien nowego sosu, ponadto polędwiczka jest szybka i łatwa w obróbce, więc została błyskawicznie zamarynowana a po kilku godzinach trafiła na ruszt.

grillowana polędwiczka wieprzowa

Kolacja była udana … grillowana polędwica z nowym sosem “głównemu krytykowi” mojej kuchni nawet smakowała.

Pozdrawiam smakowicie

meksykańskie modyfikacje

Byłem niedawno z małżonką w bardzo przyjaznej knajpeczce, na późnym śniadaniu.
W podanym nam menu znalazłem meksykańską Casadia. Podawano ją jednak dopiero w porze lunch’u a godzina była jeszcze zbyt wczesna.
Poprosiłem więc do naszego stołu, Szefa Kuchni i uprzejmie go zapytałem, czy nie zechciał by w drodze wyjatku, przygotować dla nas to danie.
Chef się zgodził i po około 20 minutach wylądowała na naszym stole potężna Casadia …
… pachnąca świeżością mięska i warzyw. Potrawa imponująca swym rozmaiarem na dużym półmisku, okazała się niezwykle smakowita. Dawno już takiej smacznej nie jadłem.

Wczoraj, Teresce przypomniała sie owa potrawa i zażyczyła ją sobie na obiad. Nie miałem akurat w lodówce ani piersi kurczaka, ani świeżej lodowej sałaty … do sklepu nie chciało mnie się jechać, więc zrobiłem z tego co miałem dostępne.
Tak więc kurczaka zastąpiłem schabem, sałatę marynowanymi karczochami i szczypiorem, zwykłą cebulę czerwoną, dodałem jeszcze trzy tomatilos, (które akurat błąkały się w lodówkowej półce z warzywami). Ser, jalapeno, salsę i kwaśną śmietanę mam zawsze, no i co najważniejsze, pozostały jeszcze dwa duże placki tortilla, których nie zużyłem do buritos (placki kukurydziane były z dodatkiem szpinaku, ale to w niczym nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie).

Przystapiłem więc do dzieła i oto efekt: casadia à la Chef Paul

casadia à la Chef Paul

Małżowe gusta zostały zaspokojone, zebrałem garść pochwał i nieskromnie dodam, że nawet i mnie smakowała bardziej niż jej restauracyjny pierwowzór. Być może dlatego, że uwielbiam marynowane karczochy i przedkładam schabik z nutką czosnku, nad kurzęce cycki.

Jeżeli już stoimy sobie przy grillu, to dla przypomnienia, jedna z moich ulubionych grillowych potraw – skrzydełka “Diablo” … kilka dni temu, zajadaliśmy się nimi popijając tequilą z pomarańczowym sokiem i grenadine czyli popularnym “wschodzącym słońcem”.

skrzydełka Diablo

Pamiętając o zapytaniu Koleżanki Brazy podaję również, zeszłotygodniowy krem z brokułów

krem z brokułów

jak zwykle …  Wszystkich smakowicie i niezmiernie serdecznie pozdrawiam