Maciej Kuroń … odszedł

… Wigilia Bożego Narodzenia 2008, u mnie na Florydzie 10 rano, w Polsce 4 po południu. Dzwonię do Maćka i Joasi z życzeniami świątecznymi. Telefon odebrała Gajka (najmłodsza latorośl Kuroniów) … “kogo dać, Tatusia czy Mamusię ?” … “obojętnie, kto jest bliżej”, … za króciutką chwilę, w słuchawce, strasznie zachrypniety maciejowy głos: … “witaj Pawełku, (tak zawsze Maciek mnie nazywał – chyba z uwagi na wzrost nikczemny, przy jego słusznej posturze wyglądałem jak kurdupel) … wiesz, ledwo mówię, strasznie się zaziębiłem, chyba mnie się przyplątało jakieś zapalenie oskrzeli, … umarłem w Bieszczadach” … … “przestań pierdzielić, do sylwestra się wykurujesz, … kiedy przyjeżdżacie z Joasią ?” … … “tak jak się umawialiśmy, spróbujemy koniec Stycznia, początek Lutego” … na koniec, życzenia, wszystkiego Naj, a przedewszystkim zdrowia.
… to była moja ostatnia z Maćkiem rozmowa.

Maciej Kuroń, urodził się 8 Marca, w Dzień Kobiet, … żartowaliśmy, że Jacek sprawił Gaji najlepszy prezent na to święto. W tej materii mieliśmy ze sobą trochę wspólnego, urodziłem się bowiem 15 Maja, jako prezent imieninowy dla mojej Mamusi.

Poznaliśmy się z Maćkiem podczas mojej drugiej wizyty w Polsce, kiedy to, przywiozłem dla Jego Ojca Jacka, paczkę z literaturą od znanego filozofa Andrzeja Zabłudowskiego. Zapałaliśmy natychmiast do siebie sympatią, zapewne wpływ jakiś miało na to, wzajemne ukochanie garnuszków i chochelek oraz historii kulinariów. Przegadaliśmy setki godzin, na tematy związane z kuchnią. Kiedy tylko była okazja wspólnego gotowania, stawaliśmy razem ramię w ramię.

… Garść wspomnień.

“Dni Kórnika” … mieszkałem wtedy w Polsce, … dla kilku tysięcy biesiadników, piekliśmy na grillu i BBQ, wieprzowinkę i dziczyznę, … za porcję płacono “co łaska”, a wszystkie zebrane pieniądze, przeznaczyliśmy na dożywianie dzieci w kórnickich szkołach podstawowych,

… wieczorem, spotkanie z fanami Macieja z jego internetowego Forum i Wędzarniczej Braci, a na dzień drugi ciąg dalszy pieczenia na kórnickim podzamczu,

 “Maciej z brodą” … wrócił z żeglowania, prawie “z marszu” na targi książki kulinarnej, … przywiozłem mu skrzyneczkę wędlin i marynowanych grzybów “na śniadanie”,


… nagrody, puchary, dyplomy, … Terenia cieszy się wraz z Maciejem,

… “Pawełku, … potrzebuję natychmiast dzika, jadę robić kiełbasy z dziczyzny a dzika brak, … będę niedaleko ciebie przejeżdżał” … … “no to dawaj na Jeziorną”,

… w Lutym tego roku, Maciej z Joasią odwiedzili nas na Florydzie. Podczas ich wizyty, po raz pierwszy od ponad pół roku, w moim domu zawitał śmiech. Ich ostatnia wizyta, na zawsze pozostanie w Tereni i mojej pamięci,


… pomarańczową glazurą i dobrym koniakiem, smarowaliśmy nie tylko żeberka na grillu,


… z żalem, ale i uśmiechem żegnaliśmy się na lotnisku.
To ostatni obrazek, z obiektywu mojej kamery, razem z Maćkiem.

… wspomnienia. …
Tyle mieliśmy planów dalszych i bliższych.
Na początku roku mieliśmy się spotkać u mnie, popływać łodzią u wybrzeży Atlantyku, polatać małym samolocikiem nad Florydą. Na koniec Sierpnia zaplanowałem wizytę w Polsce, … mieliśmy wspólnie pojechać na Zlot Wędzarniczej Braci, zaraz później planowaliśmy wizytę w Parparach na spotkaniu z Wielką Konfraternią Zacnego Jadła, Napitku i Rękodzieła, … zapewne zaciągnął bym Go również, w lubuskie lasy na pierwsze przyszłoroczne grzybki i na polowanie do Słubic, gdzie spotkalibyśmy się – jak wstępnie planowaliśmy, – “w kórnickim gronie”.
Miałeś zrecenzować moją rodzącą się w bólach, pierwszą książkę, … miałeś, … mieliśmy …

Łzy same płyną po policzkach i kapią na klawiaturę. Nie wstydzę się tego.
Jak napisał ksiądz poeta Jan Twardowski “… śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” … On ludzi kochał, tak go nauczyli i wychowali Rodzice.
żegnaj Przyjacielu, … opowiadaj aniołom z dawną swadą i humorem o naszych ziemskich potrawach i mieszaj teraz w niebiańskich kociołkach, dla Jacka, Gajki, Twych ukochanych Dziadków i także dla mojej córuni, którą przecież również znałeś i lubiłeś.
żegnaj Maćku, … do zobaczenia “po drugiej stronie”

Z wyrazami głębokiego współczucia Joasi, synom Jasiowi, Kubie, Kacprowi i córeczce Gajce
Terenia i Paweł

 Cisza zamknięta
w kamieniu
iskrzy
gdy dotknie kamienia
I płonie
krzycząc w milczeniu
to, czego rozum
nie pojmie


Anna Kadłubowska

 

Informujemy, że Msza pożegnalna Macieja odbędzie się w środę 7 stycznia 2009 roku o godzinie 13.00 w kościele S.S. Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Pogrzeb o godzinie 14.30 na Starych Powązkach w grobie Mamy Grażyny – Gai Kuroń.

 

 Przez kuchenne drzwi – odcinek 4 (Pożegnanie)

 

 

 

kolacyjki na tarasie

… ostatni weekend, to dwa wspaniałe wieczory spędzone w gronie przyjaciół.
Pogoda u mnie ostatnio się poprawiła i znowu mamy temperaturki we florydzkiej normie, więc wieczory spędzamy na tarasie.

W sobotę znowu spotkanie w gronie lotników.
Na zimną przekąskę, jako wstęp do kolacyjki przygotowałem ozorki peklowane w galarecie. Były troszkę inaczej zrobione niż zazwyczaj. Do ozorków dodałem różowego grapefruta z pierwszych dojrzewających owoców.

Danie główne na ten wieczór, to kurki kornwalijskie z boczkiem i konfiturą cebulową. Jak wiadomo lotnicy ponad wszystko przedkładają latanie, więc ptactwo wszelakie jest ich daniem ulubionym.

Małe te ptaszki, są bardzo smaczne i łatwo je można przygotować, na różne sposoby.

Do kurek podałem kopytka, czyli mówiąc po poznańsku “szagówki”, z sosem brunatnym.

W niedzielę odwiedzili nas, dawno nie widziani przyjaciele z Pennsylvania.
Asia i Andrzej wybrali na tegoroczne wakacje Florydę, była więc okazja do spotkania.
Kolacyjka oczywiście na tarasie. Jako gorącą przekąskę podałem ciasteczka Tortilla.

Bardzo lubię TexMex, a ostatnio popularyzowane w handlu, chipsy “Tortilla Scoops” z białej kukurydzianej mąki, doskonale nadają się do przygotowania tego rodzaju przekąski.

Ponieważ o pobycie moich przyjaciół, dowiedziałem się na jeden dzień przed ich przyjazdem, czasu miałem niewiele na przygotowanie dania głównego. Zawsze w takich przypadkach sprawdza sie poledwiczka, którą bardzo szybko możemy przygotować na różne sposoby. Wybrałem polędwiczkę z pomidorami (suszone marynowane w oleju pomidory, zawsze mam w lodówce).

Polędwiczki podałem, z cienko pokrajanym ogóreczkiem małosolnym i koktajlowymi pomidorkami oraz z gorącym chlebkiem czosnkowym, który możemy przygotować błyskawicznie, z każdego rodzaju pszenno – żytniego pieczywa.

… znowu gościmy na Florydzie

… słynnego polskiego pilota, … Waldka Miszkurkę.

Waldek to obieżyświat, mieszkał już w różnych zakątkach świata, … poczawszy od ciepłego meksykańskiego klimatu, skończywszy na zimnej Alasce, … gdzie karmił Eskimosów w swej knajpce, zpopularyzowanymi tam przez niego, … polskimi pierogami. 
Teraz na powrót, mieszka na stałe w Polsce.
 

Waldek jednak, jest przedewszystkim, znanym w lotniczym światku pilotem, który jako pierwszy obleciał świat, rosyjskim AN-2 (dwupłatowy Antonow). Tutaj znajdziecie więcej na temat tego wyczynu.
Sądzę, że Waldek w powietrzu czuje się lepiej niż na ziemi, jak bowiem można twierdzić inaczej, kiedy jako jedyny do tej pory pilot przebazował (mówiąc po ludzku: przeleciał) wraz ze swoim kolegą Jurkiem Piekarzem (drugi pilot), eksperymentalnym samolotem Velocity (jednostka ta, posiada silnik i śmigło z tyłu kadłuba, czyli humorystycznie “latadło ze śmigłem w dupie”) z Florydy do Polski.


… jeszcze na lotnisku w Saint Augustine.


… w drodze.

Tak więc, dane mnie było wczoraj, spotkać się znowu, z tą niezwykle barwną postacią.
Przy szklaneczce szkockiej i “bigosiku pilotów” (który z wrażenia, – mówiac na marginesie – zdarzyło mnie się lekko przesolić i trzeba było go “naprawiać”, dodatkowo dokupioną kapustą kiszoną) ględziliśmy do poźnych godzin wieczornych, gdzie Waldek opowiadał nam o bieżącej sytuacji w rodzinnym Kraju.
Wiktor Biernacki, gospodarz spotkania (również znany tutaj pilot), u którego Waldek zawsze się zatrzymuje, kiedy odwiedza Florydę, dbał o nas należycie, podgrzewając bułeczki w piekarniku i napełniając natychmiast, puste szklaneczki.

Bigos pilotów
… jaki jest, każden widzi 🙂

i … różni się niewiele, od polskich wspaniałych bigosów. Ta różnica, to zastosowane grzyby, a mianowicie: zamiast swieżych, polskich leśnych grzybów (lub suszonych), o które na Florydzie dość trudno, użyłem świeżych grzybków portobello.
Reszta jak w każdym przyzwoitym bigosie, czyli: duża ilość pieczonej wieprzowej karkówki, kawałek pieczonej w winie wołowej zrazówki, wędzony boczek, kapusta kwaszona i świeża, suszone śliwki, cebulka z odrobiną czosnku i przyprawy z czerwonym wytrawnym winkiem na czele.

Wiktorowi i Waldkowi serdeczne dzięki w tym miejscu, za wspaniały wspólnie spędzony wieczór.

ps – … być może, za czas jakiś, usłyszycie o następnym wydarzeniu z Waldka i Wiktora udziałem. Tym razem jako “zderzenie” dwóch światów … kulinaria i lotnictwo 😉

Udka drobiowe …

… nadziewane wątróbką

Kiedy kupimy całego kurczaka, a nie chcemy piec go w całości, tylko użyć jego kawałki na kilka różnych potraw, z podrobów zostaje nam mała wątróbka. Wątróbki drobiowe możemy przyrządzić na bardzo wiele sposobów, ale kiedy mamy tylko jedną ?
… możemy ją wykorzystać do wyfiletowanych udek

… jako składnik dania głównego lub gorącą przekąskę.

Smacznego